Ile ma na liczniku?

Z czasów gdy moje jeżdżenie samochodem ograniczało się do bycia wożonym do przedszkola i podstawówki, pamiętam zaglądanie przez okno zaparkowanego (zazwyczaj jakiegoś lepszego) samochodu tylko po to, żeby zobaczyć jak  wyskalowany jest prędkościomierz. Zasada nie była uniwersalna ale wśród młodych entuzjastów motoryzacji najczęściej przyjmowało się co następuje:

 

V max (licznikowe) – 20 km/h = V max rzeczywiste

Wg tego wzoru łatwo było (oczywiście z pewną dozą optymizmu) określić potencjał samochodu, także gdy stał na parkingu a o danym modelu wcześniej nie słyszeliśmy. Sprawdzanie „ile ma na liczniku” nie było nigdy pytaniem o przebieg, które, swoją drogą, w przypadku wielu samochodów w Polsce byłoby ryzykowne i obarczone sporą dawką niepewności.

Czy na przykładzie nowych aut, taka zabawa z dzieciństwa miałaby sens?

Wyżej wymieniony wzór mógłby sugerować, że nowy Seat Leon z silnikiem 1.2 jest zdolny pędzić 240 km/h a Peugeot 508 z ponad dwustukonnym dieslem rozpędza się do zaledwie 210 km/h.

O ile w przypadku Peugeota prędkość licznikowa pokrywa się (lub jest nawet odrobinę niższa) od maksymalnej, o tyle wyskalowanie prędkościomierza do 260 km/h w samochodzie o potencjale na niecałe 190 km/h, wydaje się być przesadą. Podobnie jest w Polo wyposażonym w jednostkę którą dzieli z Upem, Citigo i Mii. Tam licznikowa poprzeczka ustawiona jest na 240 km/h o których 3 cylindrowy silniczek mógłby sobie pomarzyć. Te swego rodzaju wyścigi, w których przoduje dziś VAG doprowadziły do tego, że 240 km/h na liczniku w samochodzie klasy D wygląda dziś śmiesznie a 270 km/h na blacie Skody Superb na nikim nie robi wrażenia, nawet jeśli pod maską siedzi 140-konny klekot.

[wp_ad_camp_2]

 

Ale to nie wszystko!

W wielu nowych samochodach nie ma wskazówek i tarcz zegarów wcale. Smutne, ciemne po wyłączeniu zapłonu prostokąty wręcz zieją pustką na deskach rozdzielczych i sprawiają, że zanim wejdziemy w interakcję z samochodem, tak naprawdę nie ma po co patrzeć w miejsce które od lat przyzwyczaiło nas do bycia wypełnionym… czymś. Czasem czymś co po prostu wskazuje niezbędne informacje a czasem czymś pięknym i dopieszczonym tak aby nie odstawać od reszty samochodu.
Zegary wyświetlane na ekranach ciekłokrystalicznych mogą być funkcjonalne i nowoczesne ale nigdy nie będą tak piękne i kunsztowne jak chociażby te

2011-aston-martin-rapide-4-door-sedan-auto-instrument-cluster_100361631_l
Ani nawet te:

2011-alfa-romeo-giulietta-veloce-speedometer
Zresztą, możecie porównać sami. Oto co proponuje Jaguar w swoich nowych modelach. To samo występuje w Land Roverach.

jaguar_xj_4cluster_11

Nie wygląda to dla was trochę… płasko?
Moim zdaniem jest po prostu gorsze, chociażby miało przekazywać informacje o pogodzie, doradzać gdzie się udać na obiad, śniadanie i kolację i prowadzić za rączkę tam gdzie dzieją się najciekawsze rzeczy związane z motoryzacją. No dobra, może to ostatnie byłoby argumentem, tymczasem dwa wcześniejsze punkty spełnia nowe Audi TT ze swoim nowym, zaawansowanym zestawem wskaźników. Ostatnio nawet w Passacie można zamówić ekran zamiast tradycyjnych zegarów – wszystko wskazuje na to, po prostu nastaje taka moda.

Nie chcąc być typem człowieka który wiecznie narzeka na to, że kiedyś to było lepiej, zadałem sobie pytanie, jak pogodzić postęp z tradycją?
Jak dla mnie idealne a zarazem kompromisowe rozwiązanie (również autorstwa Audi) jest w obecnym A6. Połączenie dużego ekranu z prawdziwymi zegarami wygląda dobrze i jest bardzo funkcjonalne – a na pewno o wiele bardziej stylowe niż ciekłokrystaliczny ekran.
Intrygujące rozwiązanie znajduje się również w nowym Lexusie IS – zapożyczony z LFA sposób przesuwania okrągłego pola/ekranu robi ogromne wrażenie. Trochę prawdziwych zegarów i trochę nowoczesnej technologii. O, taki kompromis jak na filmie lubię.

Doceniam head up’y, kolorowe ekrany o wysokiej rozdzielczości i całą masę innych znaków postępu w temacie projektowania wnętrza, ale po prostu nie mogę się przyzwyczaić do mody na płaskie, złożone z pikseli wskaźniki. Po prostu nie widzę w tym stylu, o kunszcie nawet nie wspominając.

A co wy sądzicie na temat wyświetlanych zegarów? Może jestem jedną z niewielu osób które tak konserwatywnie podchodzą do tego tematu?

źródła:
http://searchsarkari.com/2015/2015-alfa-romeo-giulietta-veloce-edition-reviews/
http://www.seriouswheels.com/2011/ghij/2011-Jaguar-XJ-Supercharged-Gauges-1920×1440.htm
http://www.thecarconnection.com/image/100414859_2010-aston-martin-rapide-4-door-sedan-auto-instrument-cluster
youtube.com/watch?v=Q26MLqTHHIY

 

Opublikowany w Blog

Jedna myśl na temat “Ile ma na liczniku?

  1. Niezrozumiała dla mnie ciekawostka z nowego Renault Clio (2015r). Elektroniczny licznik zatrzymuje się na 167km/h Obroty idą dalej w górę, czuć, że auto (wolno bo wolno) przyspiesza, a na liczniku stoi 167 i koniec. Dziwne nie?

Dodaj komentarz