Volvo V40 T5 Cross Country – Test

V40_cover

Nowy rok zaczął się dla mnie bardzo miło. 3 tygodnie i 3 auta o mocach powyżej 200 KM. Po solidnej dawce emocji sponsorowanych przez Megane GT i Octavię RS, przesiadłem się do Volvo V40 T5, które było wśród nich najmocniejsze i jako jedyne odpychało się od asfaltu wszystkimi kołami. Szybsze bicie serca? Emocje rodem z hot-hatcha? Nic z tych rzeczy. Jazda topowym Volvo V40 to raczej… chwila wytchnienia.

 

 

V40 T5 jest dość szybkie, a zarazem dość wolne jednocześnie. Jak na klasowe standardy, osiąga dobre wyniki przyspieszenia, a wskazówka obrotomierza pnie się w górę z wyjątkową lekkością, nawet gdy dawno przekroczyliśmy autostradowe 140 km/h.

Z drugiej strony, gdybym nie wiedział ile mocy ma testowane Volvo, nie powiedziałbym, że jest to aż 245 KM. Nie jest szybkie, tylko co najwyżej „efektywne w nabieraniu prędkości”. Co ogranicza jego osiągi? Spora masa własna? 8-stopniowa skrzynia biegów? Napęd na 4 koła? Bez sensu to roztrząsać. Osoby, które decydują się na zakup V40 (a zwłaszcza testowanego przeze mnie Cross Country) nie będą się tego doszukiwać, i wiecie co? Ja chyba też nie powinienem.

Jazda najmniejszym obecnie oferowanym Volvo, daje bowiem najwięcej frajdy wtedy, gdy poruszamy się płynnie. Może nie z gracją, bo od tego są większe modele, ale w komforcie i dostatecznie odizolowani od dziur w nawierzchni. Gdybym miał opisać wrażenia jednym słowem, powiedziałbym, że auto jest dla kierowców i pasażerów po prostu „ciepłe” (i nie ma to związku z beżową skórzaną tapicerką).

Z autem prasowym przywitałem się w niemalże narciarskich okolicznościach. Ostre słońce, mróz i cała masa osadzonego szronu. Podczas skrobania szyb mogłem poczuć się przez chwilę jak w Alpach. V40, podobnie jak niedawno testowana Octavia Scoutobudziło we mnie tęsknotę za Włoskimi stokami, zwłaszcza że (mimo wymiarów mniejszych od Skody) na dłuższy wyjazd również całkiem nieźle się nadaje. No ale o tym za chwilę.

Kilkanaście ruchów kartą płatniczą później (nie miałem skrobaczki) auto było gotowe do jazdy, a ja zorientowałem się, że znaczna część moich wysiłków była bezsensowna. Po zdjęciu szronu z przedniej szyby okazało się, że ta jest podgrzewana. No cóż, lepiej dowiedzieć się późno niż wcale.

Usadowiłem się w dość komfortowym fotelu, ustawiłem auto pod siebie (zakres regulacji kolumny kierowniczej jest baardzo duży – plus dla V40) i powoli wytoczyłem się z parkingu.

Pierwsze wrażenia? Jest miękko. Zawieszenie nie ma sportowej czy nawet nieco sztywniejszej charakterystyki. Auto nie pływa zanadto na zakrętach, ale jest wyraźnie nastawione na komfort. Układ kierowniczy jest precyzyjny i bezpośredni (doskonale nadawałby się do jeszcze mocniejszego auta) ale w kwestii zwrotności widzę pole do poprawy. Z promieniem skrętu V40, manewry w mieście wcale nie będą takie łatwe.

Trochę pustej drogi przede mną. Czas na nieco bardziej dynamiczną jazdę. Co się dzieje, gdy zaczniemy wciskać mocniej wciskać gaz?

Można by powiedzieć, że dzieje się niewiele – samochód nabiera prędkości bardzo sprawnie, nie wciska w fotel z racji równomiernie rozwijanego momentu i gładkiej pracy skrzyni. Jednym się spodoba, drugim nieco mniej. Obiektywnie – jest to świetna maszyna do bezpiecznego i sprawnego poruszania się na każdej drodze. Odmiana z napędem na 4 koła kompletnie nie zwraca uwagi na temperaturę, wilgotność czy rodzaj podłoża. Po prostu przyspiesza, nawet gdy przyjdzie nam do głowy szybko ruszyć na skręconych kołach.

A jak V40 radzi sobie podczas szybszego pokonywania zakrętów? Ku mojemu zadowoleniu, nie dostaje zadyszki zbyt szybko. Czuć co prawda, że przód waży swoje, a układ jezdny ma być komfortowy, lecz koniec końców dynamiczne prowadzenie nie jest problemem. Rezerwy przyczepności są spore i trzeba się postarać, by dotrzeć do jej limitów. Czy fakt, że jest to Cross Country wpływa na prowadzenie w jakikolwiek sposób? Prawdę mówiąc – nie wiem. Nie jeździłem „zwykłą” odmianą V40, ale jeśli miałbym obstawiać czy „uterenowienie” ma tu jakieś znaczenie to powiedziałbym, że marginalne.

To wszystko sprawia, że V40 NIE jest autem o wielu obliczach. Ma jedną, niezmiennie łagodną twarz, bez znaczenia czy przyspieszamy z 1/4 czy 3/4 gazu w podłodze.

Nie ma tu również możliwości wyboru trybu jazdy. Jedyny sposób, w jaki kierowca może zmienić zachowanie pojazdu to przełączenie skrzyni biegów w tryb „S”. Swoją drogą, skrzynia biegów odgrywa ważną rolę przy budowaniu odczuć z jazdy. O ile na temat 6-biegowego automatu słyszałem różne opinie, 8-stopniowa przekładnia w testowym Volvo V40 była aksamitna. Żadnego szarpania, może minimalne przeciąganie biegów podczas spokojnej jazdy i świetne zestopniowanie. Mimo sporej liczby przełożeń, pierwsze 3 biegi nie są krótkie. Dzięki temu siódemka i ósemka zarezerwowane są dla większych prędkości i nie będą niemal wcale używane w mieście. Nie zapomnijcie go od czasu do czasu zabrać w trasę!

Ja tak zrobiłem. Volvo poza miastem jeździ się naprawdę przyjemnie. Dobrze wyciszone wnętrze zachowuje akustyczny komfort również przy większych prędkościach (mniejsze szumy pojawiają się typowo – od uszczelek), a wspomniana już skrzynia biegów utrzymuje obroty poniżej 2,5 tysiąca na minutę, gdy jedziemy 140 km/h. Układ kierowniczy o progresywnej sile wspomagania nie bywa nerwowy i gdyby tak tylko doposażyć go w adaptacyjny tempomat, byłby to w 100% autostradowy zwierzak.

Szkoda, że choć Volvo V40 T5 zachęca do spokojnej jazdy, nie nagradza kierowcy niskim spalaniem. Miejska jazda bez szaleństw kończy się wynikiem od 10,8 do 11,2 litrów na 100 km, autostradowa jazda skutkuje zużyciem na poziomie 8,5-9l/100 km, a delikatna jazda na rekord to 6,5-7 litrów na 100 km. Może w lato te liczby byłyby nieco lepsze? A może to napęd na 4 koła? Tak czy inaczej – 245-konny silnik nie należy do najbardziej oszczędnych (tak jak możecie się zresztą spodziewać).

Na koniec zostawiłem sobie opis wnętrza. Nowe modele Volvo potrafią oczarować jakością i designem kabiny.

W V40 nie ma takiego efektu, ale trudno byłoby mi zrobić z tego zarzut. Po pierwsze – staż rynkowy modelu, po drugie – segment w jakim konkuruje kompaktowe Volvo. Wnętrze jest wykonane solidnie, z dobrych materiałów i z typową dla Volvo konsolą centralną „wodospadem”. Skóra użyta do wykończenia siedzeń jest przyjemna, a funkcjonalnie również nie ma tu powodów do wstydu.

Miejsca z przodu jest wystarczająco. Pasażerowie tylnej kanapy również mają do dyspozycji sporo przestrzeni, pod warunkiem, że siedzą tam najwyżej we dwójkę. V40 jest węższe od Forda Focusa i objawia się to między innymi na miejscach z tyłu. Bagażnik raczej nie pozwoli się zapakować całej rodzinie na dwutygodniowy wyjazd, ale weekend w 4 lub całe wakacje w 2 nie będą stanowiły problemu.

Opcjonalny system audio harman/kardon jest dla mnie dość zagadkowy – z jednej strony gra całkiem dobrze i czysto. Z drugiej – nie pamiętam kiedy ostatnio musiałem poświęcić tyle czasu w ustawieniach, by osiągnąć pożądany efekt. Strojenia było co nie miara, a w 100% satysfakcjonującego efektu i tak nie udało mi się osiągnąć.

Mówiąc o ustawieniach, warto wspomnieć przy okazji o tym jak sprawdza się system infomediów na pokładzie V40. Generalnie nie miałbym zastrzeżeń co do funkcjonalności, ale obsługa ekranu wymaga przyzwyczajenia. Po menu i konkretnych opcjach poruszamy się pokrętłem i przyciskami umieszczonymi na konsoli środkowej. Ich pionowe ustawienie i specyficzny układ sprawia, że przez pewien czas trudno mi było obsługiwać całość bezwzrokowo, na przykład podczas jazdy.

A teraz porozmawiajmy o pieniądzach. Chwila zabawy w konfiguratorze udowodni, że Volvo konkuruje z autami takimi jak Mercedes A klasa czy BMW serii 1. Podstawa podstaw zaczyna się od 99 900 złotych, a bazowe Cross Country to koszt 107 600 zł. W tej cenie dostajemy Volvo z napędem na przód i 152-konnym silnikiem benzynowym T3. Chociaż T5 to doskonały wybór na autostrady (a na dodatek objedzie większość nastroszonych kompaktów z emblematami „GT” czy „GTI”) to specyfika V40 pozwoliłaby mi wybrać bazową jednostkę benzynową i w zupełności cieszyć się ze spokojnej jazdy. Im dłużej jeździłem V40 tym przyjemniej pokonywało się nim kolejne kilometry. Chyba lubię w ten sposób nabierać sił i odpoczywać przed testami jeszcze mocniejszych aut.

 

Cena: od 99 900 zł
Moc testowanego egzemplarza: 245 KM
Napęd: Na obie osie

 

 

2 komentarzy do “Volvo V40 T5 Cross Country – Test

  1. Dzień dobry,

    czy rzeczywiście spalanie jest aż tak duże? Moglibyście napisać coś więcej na temat warunków w jakich uzyskaliście Wasze wyniki? Domyślam się, że trudno byłoby uzyskać spalanie deklarowane przez producenta – 5.2 litra, ale trochę przerażają mnie podawane przez Was wartości. Tym bardziej, że zbiornik ma tylko 57 litrów :/

    • Cześć,

      spalanie o jakim napisałem wyszło z komputera w teście. Mogło mieć na to wpływ kilka czynników tj. zimowe opony, niskie temperatury (a więc grzanie przedniej szyby i foteli na raz). Generalnie warunki nie sprzyjały eko-jeździe więc sądzę, że da się poprawić wynik przy sprzyjających warunkach. V40 z T5 pod maską nadal nie będzie jednak ekonomicznym autem 😉

      Pozdrawiam,
      Maciek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *