Subaru Outback – Test

obk cover2

Subaru zawsze lubiło podkreślać fakt, że samochody które wyjeżdżają z ich fabryki, nie dają się zaklasyfikować jako „przeciętne“. W ostatnich latach firma zrealizowała nawet kampanię, w której prześmiewczo „reklamowany“ był fikcyjny samochód o nazwie Mediocrity (przeciętność). Japończycy stawiali sprawę jasno – kupujesz Subaru – nie kupujesz zwykłego wozu.

 

Pech chciał, że rzeczona kampania zbiegła się w czasie z nowymi modelami Subaru, w których pojawiły się już obramowania szyb a końcówki wydechu zaczęły smętnie zwisać, ukryte pod zderzakiem (czego przykładem jest nowszy Outback – test jego najmocniejszej odmiany znajdziesz tutaj). Najważniejsze jednak pozostało – stały napęd na obie osie i silniki boxer wydają się być czymś bez czego Subaru nie mogłoby istnieć.

 

Dziś przedstawię wam Subaru sprzed 10 lat. Niektórzy powiedzieliby „prawdziwe Subaru“ (z czym nie do końca się zgodzę, ale o tym na koniec).
Outback trzeciej generacji z bezramkowymi szybami i wyeksponowanymi, pomimo wolnossącego silnika, końcówkami wydechu. Świeżo po myjni, nie jest brzydkim samochodem, chociaż istotną rolę odgrywa tu gust. Bryła czerpie garściami ze stylistyki starszych Subaru i nietrudno natrafić tu na ślady Legacy z lat 90. Między innymi przez to mówi się, że te auta są dla ludzi którzy wiecznie chodzą w polarach i gadają o rajdach. Wystarczy spojrzeć na „modę“ na Subaru która pojawiła się w ciągu ostatnich paru lat, aby stwierdzić, że teoria jest nieprawdziwa. A przynajmniej mocno nieaktualna.

Zobacz film z jazdy Subaru Outback

Przyglądając się dwukolorowemu nadwoziu, trudno nie dostrzec masywnego wzoru felg i baloniastych opon które przypominają, że zasięg Subaru nie kończy się na asfalcie. Bardziej dociekliwy obserwator zauważy osłony podwozia i „pręgi“ biegnące wzdłuż maski – kolejne rzeczy które odróżniają Outbacka od Legacy – modelu bazowego.

outback_art_tyl

Zaglądamy do środka. Nie dzieje się tu zbyt wiele – trójramienna kierownica jest dość duża i pozbawiona przycisków, fotel nie należy do najbardziej obszernych a podłokietnik na tunelu środkowym jest umieszczony zbyt nisko aby był w ogóle przydatny w trasie. Gdy zajmiemy miejsce kierowcy, Outback stara się wynagrodzić wcześniej wymienione niedogodności pozycją za kierownicą. Siedzi się tu nisko nad podłogą, lewarek zmiany biegów jest jak najbardziej „pod ręką“ a koło kierownicy mimo, że nieco zbyt duże, dobrze leży w dłoniach. Brak zastrzeżeń co do rozmieszczenia pedałów, brak zastrzeżeń co do widoczności. Kształty szyb są proste i gwarantują dobry ogląd na to co dzieje się dookoła samochodu.

 

Materiały użyte do wykończenia są poprawne i nic ponad to. Co prawda górna część deski rozdzielczej i boczki drzwi wykonane są, w przeciwieństwie do tego co możemy znaleźć w kolejnej generacji, z miękkiego tworzywa, jednak gdy przechodzimy na zwróconą do kierowcy konsolę środkową, trudno nie zauważyć, że srebrny plastik jest podatny na zarysowania. Całość jest klasycznie zaprojektowana, dość ergonomiczna i nieźle spasowana. Jakość montażu kończy się jednak na trzeszczących boczkach, które pod naciskiem kolan potrafią wydać parę nieprzyjemnych dźwięków.

 

Osoby które nie mają zbyt wielkiego pojęcia o motoryzacji, z pewnością zaintryguje dźwignia znajdująca się obok hamulca ręcznego. Dla wielu „zielonych“ w temacie będzie to zdublowany ręczny bądź dźwignia regulacji fotela. To tylko niektóre koncepcje które mogą się pojawić w głowach tych, którzy widzą po raz pierwszy reduktor. Tak – Outback wyposażony jest w sterowany ręcznie reduktor który sprawia, że w razie zakopania się w grząskich nawierzniach wyjedziemy z nich z  łatwością (lub trzeba będzie jeszcze dalej iść po traktor gdy na dobre utkniemy np. 100 metrów dalej). Gdyby nie to, że kąty natarcia i zejścia są typowe dla uterenowionego kombi, Outbackiem dałoby się wyjechać w teren naprawdę daleko.

Czas przekonać się czym tak naprawdę Subaru przywiązuje do siebie wiernych klientów. W momencie gdy decydujemy się na ruszenie z miejsca „w końcu“ zaczyna się dziać coś co nie jest już takie przeciętne. Wkładamy kluczyk do podświetlonej na czerwono stacyjki i przekręcamy go o dwa skoki. Zegary wykonują procedurę startową – coś z czego Subaru jest znane od dawna.

Zapłon – rozrusznik kręci parę razy i do życia budzi się boxer. Nie uświadczymy tutaj znanego z Imprezy bulgotu. Dwu i pół litrowa jednostka pracuje cicho, nie wywołując wibracji. Przeciwsobny układ tłoków gwarantuje dobre wyważenie silnika.

Outback_art_dash

Wrzucamy jedynkę i jedziemy. Sprzęgło nie jest gumowe – w korkach nie będzie to zaleta, ale w czasie jazdy pozwala precyzyjnie operować biegami. Skrzynia pracuje dość poprawnie, czasem zdarzy się jakiś pośredni opór przy wrzucaniu biegu, jednak ruch lewarka wzbudza poczucie obcowania z solidnym mechanizmem a całość podczas „zwykłej“ jazdy nie jest pozbawiona prezycji.

Wspomaganie układu kierowniczego jest w tej generacji hydrauliczne i gwarantuje kierowcy dostęp do informacji o zachowaniu przednich kół. Opór stawiany przez układ jest optymalny ale całości brakuje trochę dokładności. Przełożenie mogłoby być bardziej bezpośrednie – dobrze dopełniałoby wtedy promień skrętu który jak na rozstaw osi Outbacka jest naprawdę niewielki (5,5 metra).

Outback mimo sporego, 22cm prześwitu, pewnie prowadzi się na łukach. Przy szybszej zmianie kierunku daje się we znaki lekka ociężałość przodu, jednak planując odpowiednio jazdę w zakrętach, łatwo docenić opracowane przez Japończyków zawieszenie. Wielowahaczowy układ nawet na nierównych drogach pomaga kierować auto dokładnie tam gdzie życzy sobie tego kierowca. Istotną rolę odgrywa tu również stały napęd na cztery koła, dzięki któremu mocne dodanie gazu na łukach ogranicza tendencje do podsterowności a zimą ułatwia wprowadzenie samochodu w poślizg nadsterowny, który da doświadczonym kierowcom dużo frajdy. Może to właśnie to jedna z tych rzeczy które z czasem uzależniają od Subaru?

Silnik to czterocylindrowa wolnossąca jednostka, która z 2.5 litra pojemności generuje moc 165 koni mechanicznych. Nie ma tutaj mowy o jakimś wysileniu a czerwone pole zaczynające się przy 6100 obr/min jedynie to potwierdza (dla porównania – dwulitrowy boxer subaru o podobnej mocy można kręcić do 7,5 tysięcy obrotów). Podczas jazdy pojemność odbija się pozytywnie na elastyczności i przebiegu momentu obrotowego wynoszącego 229Nm. Maksymalna wartość osiągana jest dopiero przy 4000obr/min jednak duża jej część jest do dyspozycji już od 2000 obr/min. Wyprzedzanie w trasie nie stanowi większego problemu, chociaż znacznie lepszym wyborem na autostrady będzie wersja H6 z trzylitrowym bokserem – opisywane przeze mnie 2.5, pozbawione jest szóstego biegu więc obroty przy 120km/h to około 3000 na minutę.

Wspomniałem wcześniej o tym, że samochód nie „bulgocze“. Gdy rozpędzamy Outbacka, dalej nie słyszymy w nim Imprezy, jednak więzy krwi z rajdową legendą, delikatnie dają o sobie znać. Boxer wydaje z siebie bardzo przyjemny dźwięk i ciężko byłoby mi wskazać inny czterocylindrowy i nieusportowiony silnik który dawałby tyle akustycznej frajdy. Jest to niemal idealny kompromis między dyskrecją pracy na niższych obrotach a wywołującym uśmiech brzmieniem od 3000 obrotów wzwyż.

Chyba właśnie w takich rzeczach tkwi „to coś“ w Subaru. Nie w liczbach i danych technicznych które można łatwo zapisać na papierze. Nie w ilości miejsca wyrażanego w milimetrach i litrach pojemności bagażnika.

Subaru gwarantuje więź z kierowcą. To dobrze prowadzące się samochody, które świetnie brzmią i jeśli tylko wybaczy się im niektóre rozwiązania rodem z lat 90 i ergonomiczne niedociągnięcia, nie zawiodą na śliskiej nawierzchni i prawdopodobnie zostawią 90% użytkowników drogi w tyle gdy tylko drogowcy zaśpią w zimowy dzień. Zarzuty pod adresem Subaru o to, że wprowadzają na rynek diesla, o to, że rezygnują z unikalnych rozwiązań t.j. bezramkowe szyby? Oczywiście niektóre są bardziej a inne mniej sensowne. Hardkorowi fani marki z pewnością nie będą się poruszać klekoczącym dieslem a fanatycy Imprezy sprzed kilku lat nie wyobrażają sobie zamykania drzwi chwytając za obramowanie szyby. Jednak przetrwanie na rynku Subaru to po częsci zasługa tego, że w niektórych aspektach, plejady stały się, jak na ironię, bardziej przeciętne. Diesel zbliżył Forestera, Legacy i Outbacka do europejskiej konkurencji a przy tym zachował od lat konsekwentnie stosowany układ boxer, przy okazji będąc nadal jedynym boxer dieslem na świecie. Ramy szyb ułatwiły konstruktorom opracowanie bezpieczniejszego nadwozia a Subaru stało się producentem jednych z najbardziej bezpiecznych samochodów na świecie. Przy tym wszystkim Subaru dziś a Subaru 10 lat temu – to nadal „prawdziwe“ Subaru z obniżonym środkiem ciężkości i symetrycznym AWD.

 

Outback nie jest idealnym samochodem i wymaga od kierowcy nieco więcej skupienia niż przeciętny kompakt czy popularny samochód klasy D. Jeśli jednak ktoś należy do kierowców, którzy widząc przed sobą serię zakrętów układa na kierownicy ręce „za piętnaście trzecia“ to odnajdzie się w Subaru jak w domu i bynajmniej nie musi z tego powodu poświęcać pojemnego bagażnika czy niezłej widoczności. Taki właśnie jest Outback – nie musi być najszybszy ani najbardziej zaawansowany technologicznie, aby dawać odpowiednią dawkę radości z jazdy.

 

Jeden komentarz do “Subaru Outback – Test

  1. Mój tata jest wielkim fanem Subaru, więc przedstawiłam mu Twój test – był pod wrażeniem 🙂
    Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *