Skoda Superb – Test

Skoda_COVEr

Superb według wielu sprawia pozory przynależności do klasy wyższej. Niektórzy uważają go za przedstawiciela segmentu zajętego przez BWM serii 5 lub Mercedesa E-klasę.
Inni natomiast, zupełnie inaczej – stawiają wyżej swoje Passaty czy Laguny – bo w końcu Skoda to Skoda. Jak to jest z tym Superbem? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie biorąc pod lupę różne kategorie, aspekty i właściwości limuzyny.

 

Podchodzę z typowym, VAG-owskim kluczykiem do sporego czarnego sedana. Nie jest piękny. Nie jest też największy. Nie rzuca się w oczy ale mimo, że należy do ustępującej generacji, nie wydaje się jeszcze być przestarzały. Ledowe światła do jazdy dziennej, znaczek Skody pozbawiony już zielonego koloru, wzór tylnych lamp – tak, to zdecydowanie współczesny, chociaż narysowany konserwatywnie samochód.

Superb należy do samochodów o których trudno napisać coś więcej, w temacie wyglądu. Jest przede wszystkim poprawny i przy tym wszystkim naprawdę nie próbuje udawać czegoś czym nie jest – moim zdaniem najlepiej o tym świadczą proporcje tylnej części nadwozia. Klapa bagażnika jest dość krótka a przez to bliższa Passatowi niż chociażby Audi A6, tak jakby Superb zaznaczał w ten sposób, że nie ma zamiaru przystępować do klubu aut premium, jednocześnie zachowując pełną elegancję. Krótka klapa bagażnika, jest przy okazji dość funkcjonalna, bo łączy cechy sedana i liftbacka ale o całej idei Simply Clever napiszę później.

Wsiadamy do Superba – prosto na najważniejsze miejsce. Nie dajcie się zwieść – w samochodach to miejsce kierowcy nim jest – także w limuzynach.
Przestrzeń na nogi jest ładnie oświetlona, skóra przyjemna w dotyku. W Superbie nie czujesz się jak w Skodzie. Oczywiście znajdzie się parę drobiazgów i braków które odróżniają czeską markę od VW i Audi, ale ogólne wrażenie z Superba jest bardzo dobre. Być może to zasługa wykończenia testowanej przeze mnie wersji – jasne, beżowe materiały, „drewniane“ listwy i kolorowy ekran nawigacji tworzą wrażenie obcowania z eleganckim samochodem. Zresztą, co by nie mówić – Superba można porządnie doposażyć. Nie jest to poziom marek premium, ale podgrzewana tylna kanapa, podświetlenie przestrzeni na nogi również z tyłu, pamięć ustawień foteli na trzech kierowców, sterowanie przednim fotelem pasażera z tylnej kanapy, to rzeczy które konkurencja z segmentu D nie zawsze oferuje. Ogólnie rzecz biorąc – prezes powinien być zadowolony.

A co z zadowoleniem kierowcy? Tu okazuje się być różnie.

Zacznijmy od dobrych stron – pozycja za kierownicą w Superbie bardzo mi pasuje. Fotel i kierownicę da się łatwo ustawić dla wysokiego kierowcy a na dodatek siedzi się dość nisko, tak jak ja bym sobie tego życzył w tej klasie. Pedały są odpowiednio daleko i ich rozmieszczenie przypadnie Ci do gustu jeśli jeździłeś do tej pory manualną skrzynią biegów – gaz i hamulec są nieco bardziej odsunięte w prawą stronę, więc nawet jeśli spróbujesz odruchowo „wysprzęglić“, najpewniej trafisz w pustą przestrzeń i zaoszczędzisz sobie (i być może pasażerom) gwałtownego hamowania.
Testowany egzemplarz wyposażony był w dwulitrowego diesla o mocy 170 KM, sprzężonego z 6-biegową, automatyczną skrzynią DSG. To połączenie bardzo mi odpowiadało (do pełni szczęścia brakowało tylko 4×4) i w zupełności wystarcza na dynamiczną jazdę w trasie i na mieście. Skrzynia dość dobrze dobiera przełożenia, ma wyraźnie różniący się charakterystyką tryb sportowy i wreszcie manualny – niestety bez łopatek pod kierownicą, ale z szybką zmianą biegów, wtedy gdy tego sobie życzymy. Szkoda tylko, że bieg wyżej wrzuca się pchając dźwignię do przodu. Podczas jazdy nie odczułem niemal żadnego szarpania co wskazuje na dobrą współpracę jednostki napędowej i skrzyni. Także redukcje wydają się być uzasadnione i przewidywalne a przede wszystkim nie nadgorliwe co pomaga jeździć oszczędnie (nie ma co się oszukiwać, że to dla osób kupujących Skodę jeden z ważniejszych aspektów). Silnik dysponuje porządnym (350 Nm) momentem obrotowym i również pod obciążeniem dobrze sobie radzi – sprint do setki zajmuje 8,6 sekundy a wg oficjalnych danych prędkość maksymalna to 222 km/h.

Na plus zaliczyć można także pracę zawieszenia w nierównościach. Nie jest to poziom Audi czy Mercedesa, ale we wnętrzu w większości przypadków jest cicho i komfortowo. Studzienki czy pęknięcia asfaltu są odpowiednio łagodzone przez zawieszenie, a wytłumienie całego układu zapewnia też akustyczny komfort. Całość nie jest idealna ale wypada lepiej niż przeciętnie.

 

 

Akustyczny komfort o którym wspomniałem, zostaje dodatkowo zaburzony przez silnik diesla który jest niemal zawsze słyszalny we wnętrzu. Na postoju na dodatek czuć jego wibracje – także (choć w bardzo małym stopniu) na kierownicy. Skoda aż prosi się o 2 dodatkowe cylindry, które dopełniłyby obrazu auta klasy wyższej. (oczywiście pozostaje to jedynie pobożna prośba, bo w nowym modelu jedyny 6-cylindorwy silnik o pojemności 3.6 litra został zastąpiony uturbioną 4 cylindrową jednostką)

Wróćmy jednak na drogę i wjedźmy w ostrzejsze zakręty aby odkryć to co chyba w największym stopniu odróżnia Skodę od samochodów klasy premium. Superb prowadzi się po prostu zwyczajnie. Niby nie przechyla się zbyt mocno a opony zaczynają piszczeć wcześnie. Niby ma porządny układ kierowniczy, a szybka zmiana kierunku jazdy nie daje dużej dawki frajdy. To po prostu nie jest samochód do dynamicznej jazdy. To raczej środek zaradczy na pośpiech i stres niż pobudzająca wydzielanie adrenaliny, sportowa limuzyna. Superb nie prowokuje – przyspieszy szybko kiedy chcesz, zachowa względny spokój na szybkich łukach, ale robi to wszystko bez emocji i nie za bardzo chciało mi się nią jeździć szybko.

Z drugiej strony – czy kupujące ją osoby oczekują czegoś innego? Zachowanie Superba jest raczej poprawne. Pisk opon nie oznacza kresów przyczepności, chociaż po odpuszczeniu gazu Skodzie zdarza się zamiatać tyłem. Wszystko to zdaje się raczej przypominać, że nie prowadzimy BMW 5 i chyba czas trochę odpuścić. Taka delikatna sugestia.

 

 

Zatrzymuję się na zdjęcia. Opony i hamulce się chłodzą a ja mam chwilę aby obejrzeć Superba w szczegółach. Zanim napiszę o wnętrzu coś więcej, wspomnę o Simply Clever które w Skodach zdecydowanie może się podobać.

Cała masa haczyków, zaczepów, drobiazgów (takich jak skrobaczka do szyb w klapce od wlewu paliwa, parasolka w drzwiach) aż po system Twindoor który sprawia, że gdy zachodzi potrzeba posiadania liftbacka, nie musimy wymieniać samochodu na inny. Rozwiązanie z otwieraną wraz z klapą bagażnika szybą pozwala załadować wygodnie o wiele większe przedmioty. Praktyczność Superba dzięki tym rozwiązaniom jest nieprzeciętna.

Czas podotykać plastiki na desce i boczkach. Coś co zawsze lubię robić, mimo, że nie uważam miękkości tworzyw za wyznacznik jakości samochodu.

W Skodzie w tej kwestii jest bez niespodzianek – trochę miękkiego, trochę twardego. Faktura jest raczej przyjemna w dotyku, na boczkach drzwi jest moim zdaniem zbyt twardo, szczególnie jeśli chodzi o podłokietniki pozbawione pianki. Spasowanie wypada bardzo dobrze. Mocne pociągnięcie za uchwyt drzwi, który wydaje się być niczym wmurowany, nie generuje żadnego trzeszczenia. Na dziurach wnętrze również zachowuje się cicho – i bardzo dobrze bo mamy wtedy dobre podłoże do oceny systemu audio. Opcjonalny, 10-głośnikowy zestaw gra dość dobrze i czysto. W pewnym zakresie niskich częstotliwości zdarza mu się zadudnić basem w nieprzyjemny sposób, ale nie zdarza się to aż tak często. Źródła dzwięku wydają się być rozmieszczone dość optymalnie i choć niektórzy producenci z 10 głośników potrafią wyciągnąć lepsze brzmienie, w Skodzie nie jest źle.

 

Zdaję sobie sprawę, że to co napiszę brzmi brutalnie i kontrowersyjnie
(a zarazem nobilitująco dla Skody) ale wydaje mi się, że jeśli nie stać Cię na E-klasę, i jesteś w stanie „przełknąć“ indiański pióropusz na masce to śmiało możesz wybrać się do salonu Skody, albo poszukać używanego egzemplarza testowanej generacji. Skoda potrafi zrelaksować, łatwo się ją prowadzi i jest dość ekonomiczna. Miejsca w środku nie zabraknie chyba dla nikogo i całość wydaje się być rozsądnym wyborem dla każdej osoby, dla której szczególna więź między sercem a samochodem nie jest priorytetem.

Nie należy ani do klasy biznes, ani do ekonomicznej (ani nawet do flex economy!). Jest kompromisem ale raczej nie zgniłym, bo jest rozsądnie wyceniona i nie udaje niemieckiej trójki. Jest tak poprawnym samochodem, że o ile nie przesiadasz się z BMW, Audi czy Mercedesa, będziesz najprawdopodobniej zadowolony – tej trójce dorównuje tak naprawdę w dwóch aspektach – praktyczności i ilości miejsca w środku. Obie rzeczy są wystarczająco dobrym powodem żeby kupić Superba, ale jeśli chciałbyś mieć auto dla kierowcy – wybierz coś innego. Jest duża szansa, że do Skody jeszcze „dojrzejesz“.

Cena używanego: od ok. 40.000 zł
Moc: 170 KM
Napęd: Na przednią oś

 

2 komentarzy do “Skoda Superb – Test

  1. Nie zapominajmy też o znacznej poprawie wyglądu w stosunku do drugiej generacji (nazywanej nie bez powodu jamnikiem). Jak to możliwe, że używkę można dostać już za 40 tys zł ? To chyba też chodzi o poprzednią wersję?

    • Cały test dotyczy Superba drugiej generacji. Testowany samochód to model po liftingu. Cena używanych dotyczy egzemplarzy drugiej generacji, ktore byc moze da sie znaleźć taniej ale ja wziąłem pod uwagę jedynie auta z polskich salonów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *