Rapid Scoutline 1500

Skoda Rapid Scoutline – Test

Jeśli zastanawiacie się, czy kilka plastikowych nakładek, większe felgi i odrobinę satynowego wykończenia (na przykład na lusterkach) to rzeczy, które warto rozważać przy konfiguracji samochodu, spójrzcie na zdjęcie testowanego Rapida. A potem na zwykłego, jeżdżącego chociażby jako taksówka. Jest różnica? Ogromna. Na korzyść Scoutline’a oczywiście. Oto Skoda Rapid Scoutline w moim teście – zapraszam.

 

Rapid, jako jeden z bestsellerów Skody, jest dość często spotykany na ulicach. Na niekorzyść jego wizerunku działa fakt, że większość rejestrowanych aut to egzemplarze flotowe lub taryfy, a w nich ma mowy o wyższych opcjach wyposażenia czy pakietach stylistycznych. Najczęściej gdy myślisz Rapid, masz przed oczami białą flotówkę na stalowych felgach.

PO 3R92 czyli mój testowy Rapid, też był co prawda biały, ale wygląda zupełnie inaczej. Pakiet stylistyczny, za którym nie idą tak naprawdę właściwości terenowe (w końcu to nie Rapid Scout – takiego nie ma w ogóle), kompletnie zmienia wygląd auta. Nadaje mu charakteru, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że lepiej niż w przypadku wersji Monte Carlo, również dostępnej w ofercie. Co prawda napędzane są nadal jedynie przednie koła, a 7-milimetrowe podwyższenie zawieszenia i płyta ochronna pod silnikiem to sprawka osobnego od  Scoutline pakietu (swoją drogą wartego swojej ceny bo zapłacimy za niego ledwie 600 zł), ale auto wygląda na o wiele bardziej „wszystkoodporne” niż zwykły Rapid.

Szczęśliwie, konfiguracja którą testowałem miała pod maską diesla o pojemności 1.6 litra, który niewiele palił i według danych miał sprawnie napędzał ważący 1200 kg według dowodu rejestracyjnego kompakt. W ofercie silników wysokoprężnych jest jeszcze dostępny 1.4 TDI, jednak kultura pracy tej 3-cylindrowej jednostki z pewnością odstaje od tego czym miałem przyjemność jeździć.

Jak wygląda to w praktyce? Przyspieszenie Rapida jest w zupełności zadowalające – czas do setki poniżej 9,5 sekundy wystarcza do bezpiecznego poruszania się, jest tu nawet obecny pierwiastek frajdy. Bierze się ona z 5-biegowej, manualnej skrzyni biegów i faktu, że jednostka bardzo żwawo wkręca się na obroty a zadyszkę pojawia się dopiero po przekroczeniu 4000 obrotów na minutę. Dzięki temu (a może PRZEZ to?), że nie ma szóstki, biegi są dłuuugie. Jak na diesla, oczywiście. 80 km/h na dwójce? Nie ma problemu. A obroty przy 140 km/h to wciąż mniej niż 3000 na minutę – jest w miarę cicho, elastycznie i pięciobiegowo. Szóstki przez cały test mi raczej nie brakowało, a zestaw 1.6 TDI i 5-biegowy manual to dobrany duet, tak samo w trasie jak i w mieście. Można byłoby sobie jeszcze tylko życzyć bardziej precyzyjnego wybierania biegów, bo czasem zdarzało się, że trójka albo jedynka zahaczyły przy wbijaniu. Spalanie to rzecz, o której koniecznie należy wspomnieć jeśli mówimy o silniku diesla. Najniższy wynik jaki udało mi się osiągnąć jadąc spokojnie to 3.9l/100 km. W mieście spalanie wynosiło zazwyczaj od 5,6l do 7l w gęstym ruchu. Przy 140 km/h zużycie paliwa oscyluje w okolicach 6 litrów na 100 kilometrów.

Ciekawostką na temat manuala w połączeniu z dieslem, jest jeszcze fakt, że bardzo trudno zmusić silnik do zgaśnięcia podczas ruszania, co w 1.2 TSI udało mi się zrobić 2 razy w ciągu tygodnia. Automatyczny gaz, który komputer dodaje podczas odpuszczania sprzęgła, oraz wysoki moment obrotowy diesla sprawiają, że w miejskich warunkach rzadko używałem pedału gazu do ruszania z miejsca. Czy dzięki temu sprzęgło będzie się wolniej zużywać? Bardzo możliwe.

Wyciszenie silnika jest przyzwoite, lekki hałas zaczyna się powyżej 3000 obrotów na minutę. Na postoju nie uświadczymy ani wibracji ani wyraźnego klekotu, chociaż 1.6 TDI brzmi wciąż jak diesel. Na zimno kultury jest odrobinę mniej i prawdę mówiąc dość długo zajmuje osiągnięcie roboczej temperatury. Podejrzeć stan nagrzania silnika pomaga nam wskaźnik temperatury oleju, za który należy Skodę docenić.

Prowadzenie. Zawsze skupiam się na prowadzeniu i nie inaczej będzie w przypadku tego auta. Kłopot w tym, że nie bardzo mam o czym pisać, bo jazda tą Skodą jest poprawna i spokojna. Nieco podwyższony prześwit nie jest odczuwalny, bo niweluje go niski profil opon w testowanym aucie. Rapid po prostu prowadzi się dobrze i tyle. Jest bardziej neutralny niż Fabia, limity przyczepności są spore i trudno zmusić go do zarzucenia tyłem, ale nie liczcie na to, że jest to zwierzak na zakręty. Z pewnością jest bezpiecznie i pewnie (także przy autostradowych prędkościach), ale nie ma zbyt wiele emocji. Jedynie jadąc na zakręcie po nierównej nawierzchni, studzience czy wyboju, pojawia się lekkie uczucie opóźnienia w niwelowaniu nierówności z tyłu, typowe dla sporej części aut z belką skrętną. Układ kierowniczy jest wystarczająco precyzyjny a siła wspomagania typowo miejska. Warto dodać – zbyt miejska, jeśli ktoś lubi sztywniejsze nastawienia.


Zobacz także: Skoda Fabia Combi Joy 1.2 TSI – Test


Pozycja za kierownicą – bez zastrzeżeń chociaż bliżej jest tu do Fabii niż Octavii. W tej drugiej można opuścić fotel nieco niżej, a w Rapidzie i Fabii już nie, co sprawia, że do dźwigni zmiany biegów trzeba sięgnąć nieco dalej.

Prawdziwy test Rapida miał się dopiero zacząć, bo co by nie mówić o jego dynamice, nie jest to auto stworzone do szaleństw czy bardzo dynamicznej jazdy. Praktyczny charakter samochodu dominuje nad emocjami i robi to właściwie, bo Rapidowi rzeczywiście nie brakuje ani przestrzeni ani ergonomii. Można nim jeździć w 5 osób, a warunki dla czwórki są więcej niż dobre. Porównując rozstaw osi kompaktowej Skody z konkurencją, aż trudno uwierzyć, że udało się wygospodarować tyle miejsca w kabinie. Nie jest to okupione pojemnością bagażnika, która robi co prawda nieco mniejsze wrażenie, ale nadal jest niezła i wynosi 415l.

Aspekt ergonomii, tak jak w każdej innej Skodzie podkreślają rozwiązania „Simply Clever” takie jak uchwyt na telefon, siateczki na drobiazgi czy uchwyt na kwitek parkingowy. Pisałem już kiedyś o tym – lubię to.

Pozostając we wnętrzu auta trzeba uczciwie wspomnieć, że materiały jakimi wykończony jest Rapid, przypominają Fabię, czyli wszędzie poza podłokietnikami czeka na nas twarda skorupa. Szkoda, bo plastiki na desce rozdzielczej wyglądają dobrze i oceniając je na pierwszy rzut oka byłbym pewny, że są miękkie. Testowany Scoutline miał w środku białe wykończenie, które kontrastowało z całą resztą wnętrza i ożywiało nieco szary kokpit, a całość uzupełniał szklany dach w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest naprawdę duży i daje dodatkowe wrażenie przestronności. Nie da się też go otworzyć, a więc tak – jest to szklany dach a nie szyberdach.

Wyposażenie testowanego Rapida było całkiem niezłe, chociaż w tym modelu nie możemy za bardzo poszaleć w konfiguratorze. Oczywiście ksenonowe światła, bezkluczykowe odpalanie czy automatyczna klimatyzacja są dostępne, ale adaptacyjnego tempomatu czy asystenta pasa ruchu na próżno szukać na liście. Ceny odmiany Scoutline zaczynają się cennikowo od 61 150 zł (dla przypomnienia „zwykły” Rapid Spaceback jest dostępny od 49 050 zł) i taka kwota wynika nie tylko ze stylizacji, ale również z nieco bogatszego wyposażenia obejmującego standardowo m.in. kierownicę wielofunkcyjną i podłokietnik z przodu.

Czy polubiłem się ze Skodą przez ten tydzień? Tak, jeździło się przyjemnie i auto należy do zdecydowanie najbardziej przestronnych kompaktów. Oszczędności widać tu i ówdzie, ale nie są to rażące przykłady cięcia kosztów a braki drobnostek takich jak miękkie wykończenie schowka przed pasażerem. Dla mnie najbardziej dokuczliwy był brak porządnego zestawu audio. Przełknięcie (lub nie) budżetowości auta to kwestia gustu i osobistych preferencji, ale czy Scoutline ma sens względem zwykłej odmiany? Sam nie wiem, faktem jednak jest, że za białym Scoutline obejrzałem się parę razy po zaparkowaniu. Czy zrobiłbym to gdybym jeździł zwyczajną wersją? Raczej nie.

Cena: od 61 150 zł
Moc testowanego egzemplarza: 115 KM
Napęd: Na przednią oś

 

3 myśli na temat “Skoda Rapid Scoutline – Test

Dodaj komentarz