zoe_cover

Renault Zoe – Test

Na początku testu traktowałem Zoe jak ciekawostkę. Przecież nie mam nawet w garażu możliwości ładowania auta.

Ale potem pojeździłem elektrycznym Renault jeden dzień. I drugi. Trzeci.

elektryczne renault

Jeździłem do pracy, załatwiałem sprawy na mieście i korzystałem z Zoe nie jak z ciekawostki, a jak z zupełnie normalnego auta miejskiego. A wersja, którą testowałem i tak nie była topowa pod względem zasięgu.

Czyli co, Zoe jest zupełnie normalnym miejskim Renault?

Mniej więcej. Oprócz tego, że jest droższe i gorzej wykonane od Clio. Na próżno szukać tu miękkich tworzyw we wnętrzu, przestrzeni we wnętrzu jest mniej niż w innych mieszczuchach, a cena, choć jak na elektryczne auto może wydawać się normalna, wciąż, wynosi ponad 100 000 zł.

Renault Zoe test 3

100 tysięcy?! Za takie pieniądze możemy mieć hot-hatcha albo auto klasy D.

Nie będę Was przekonywał, że warto wybrać Zoe. Takie auta, choć w dużym mieście mogą być w zupełności funkcjonalne, nadal są w Polsce egzotyką. Ale przenieśmy się na moment do Francji, gdzie państwowa dopłata do takiego Zoe może wynieść nawet 10.000 euro.

Renault Zoe Test

Tak, jeśli złomujecie stare auto z dieslem i chcecie zdecydować się na elektryka, dostaniecie na ten cel spore dofinansowanie. Wtedy Zoe kosztuje, w przeliczeniu, około 60 tys. złotych. Nieźle. To już nieźle wyposażonych, zwykłych aut miejskich ze spalinowymi jednostkami.

Renault Zoe tył

Krótko mówiąc, na potrzeby testu przyjmijmy, że takie Zoe, w zakupie nie jest wiele droższe od Fiesty czy Ibizy. Czy ma coś, czym mnie przekonało?

Nie tego się spodziewałem

Wiedząc, że przez tydzień będzie mi dane poruszać się autem, które zamiast zbiornika paliwa ma monstrualnej wielkości baterie-paluszki, spodziewałem się raczej, że ten fakt wymusi na mnie ekojazdę i codzienne ładowania w galerii handlowej. Jakież było moje zdziwienie, gdy po trzecim dniu nadal najlepszą zabawą za kółkiem Zoe były rakietowe starty spod świateł. A procentów naładowania baterii nie brakowało.

Ladowanie samochodu

No dobra, rakietowe to trochę przesada. Zoe deklasuje większość miejskich aut na dystansie pierwszych dziesięciu metrów, bo rozwija maksymalny moment obrotowy od pierwszego obrotu kół. Później nadal przyspiesza bardzo sprawnie, ale nie tak żwawo – ma w końcu typową dla elektryka charakterystykę i nie jest wyposażona w skrzynię biegów.

Renault Warszawa

Ekonomiczna jazda pozwala zaoszczędzić co nieco zasięgu, ale nie jest to aż tak opłacalne, by rezygnować z dobrodziejstw silnika elektrycznego. Zoe przy dynamicznej jeździe i tak możemy odzyskać sporo energii z hamowania, dlatego zasięg pokazywany przez komputer da się osiągnąć w miejskiej jeździe bez większego problemu. A około 240 kilometrów to całkiem niezła wartość. Aby pokonać taki dystans w mieście, trzeba by się nieźle najeździć.

Jeśli chcecie ładować elektryczne Renault w domu, musicie wziąć pod uwagę, że rachunek za prąd wzrośnie. Koszty energii są jednak na tyle niewielkie, że ostatecznie wygląda to na znakomity interes. Naładowanie akumulatora testowanego Zoe to koszt około 12 zł.

W ofercie francuskiego producenta jest jeszcze dostępna wersja o zasięgu 400 km. To odpowiednik pełnego baku, a niektórym wyjeżdżenie całego zbiornika zajmuje przecież tydzień czy dwa. Jasne, w zimę można spodziewać się nieco niższego zasięgu na pełnym ładowaniu, ale z drugiej strony, czy nie inaczej jest ze spalinowymi silnikami, które czasami nie rozgrzewają się nawet w pełni podczas codziennych dojazdów do pracy?

DSC_5137

Deklaracje o zasięgu są więc całkiem wiarygodne. Zdecydowanie nie jest to auto, którego należy się obawiać, jeśli nasze potrzeby ograniczają się do dojazdów z i do pracy, czy sklepu. Swoją drogą, auto najczęściej ładowałem właśnie przy okazji zakupów. Tylko raz, przed zdjęciami miałem potrzebę, by podjechać specjalnie na stację ładowania i uzupełnić zapas prądu w baterii. Gdyby nie dodatkowa wieczorna wycieczka Zoe, nie musiałbym doładowywać akumulatora. Czas ładowania do pełna może wynosić, zależnie od wersji zasięgu, 1 godzinę lub 1 godzinę i 40 minut. Z gniazdka domowego jest to jednak minimum 13 godzin, a w najdroższej wersji aż 30 godzin stałego podłączenia. Dla mnie, ważne było jednak, że w pół godziny da się uzyskać na stacji szybkiego ładowania około 120 km zasięgu. A ze sklepu do domu mam nieco ponad 5 km. Brzmi nieźle?

Galeria mokotow stacja ladowania

Pełny ogień od samego startu

Oczywiście problem delikatnego traktowania zimnego silnika w Zoe jest równie nieobecny jak gang silnika. Dla bezpieczeństwa pieszych, Renault dodało jednak opcję emitowania dźwięku przy niskich prędkościach. Da się to wyłączyć, i dobrze, bo mnie irytowało już pierwszego dnia. W wielu miastach, zwłaszcza zachodniej europy może być jednak przydatne na tak zwanych shared spaces – miejskich powierzchniach (placach, ulicach), które piesi współdzielą z samochodami na (teoretycznie) równych zasadach.

Elektryczny samochod

Jak pewnie się spodziewacie, tym co Zoe dość mocno ciąży (masa całkowita auta to aż 1,5 tony) są baterie. Umieszczono je blisko podłogi auta, a to procentuje dla prowadzenia miejskiego elektryka. Nie jest to może gokart, ale zdecydowanie nie ustępuje na polu wrażeń z jazdy spalinowemu Clio.

Małe, elektryczne Renault dzieli z Clio sporo części. Nie jest brzydkie, ale moim zdaniem, do swojego spalinowego (i urodziwego) brata nie ma startu. A gdyby tak, po prostu, wprowadzić do oferty Clio w wersji Z.E.? Miałoby to sens? Estetyczny, z pewnością!

Zoe sprawia wrażenie bardzo prostego auta, a jednocześnie jego zwinność potrafi dać trochę frajdy. Natychmiastowość w dostarczaniu pełnego momentu obrotowego wywoła u Was niejeden uśmiech, przynajmniej do czasu, gdy przywyczaicie się do charakteru silnika elektrycznego.

Renault ZE

Suche dane nie odzwierciedlają wrażeń z jazdy – na papierze osiągi Zoe wyglądają dość przeciętnie. Do 50 km/h samochód rozpędza się w 4 sekundy, sprint do 80 km/h zajmie 8,6 sekundy, a setka pojawi się na ekranie dopiero po 13,5 sekundy. Prędkość maksymalna w oficjalnych danych wynosi 135 km/h, jednak mi bez trudu udało się pomknąć Zoe o licznikowe 10 km/h szybciej.

Renault_Zoe_tyl2

Komfort jazdy jest raczej przeciętny, a marne wyciszenie (w końcu od strony silnika nie jest ono wcale potrzebne) potęguje wrażenie jazdy niedrogim samochodem. Jak już wiecie, prawda jest jednak zupełnie inna.

Kiedy elektryczne Renault przestanie być zabawką?

W Warszawie, lub innych dużych miastach, już nią nie jest. No chyba, że powiemy o Zoe „droga zabawka”. Będzie w tym wiele prawdy. Dla przypomnienia – na testowaną wersję trzeba przygotować około 100 tysięcy złotych, przy założeniu najmu akumulatora trakcyjnego (czyli comiesięcznej opłaty wynoszącej w zależności od deklarowanego przebiegu od 300 do 550 zł.)

Renault Zoe Warszawa

Jeśli nie chcecie brać akumulatora w wynajem, cena auta wzrośnie do szalonych 130 tys. złotych. Najdroższe Zoe o zasięgu 400 km zakupione wraz z akumulatorem to wydatek 142 900 zł. Zabójcza cena, prawda? Ale poczekajmy kilka lat. Elektryczne auta stają się coraz powszechniejsze i wygląda na to, by sytuacja miała się zmienić. A gdyby tak Renault było nieco lepiej wyposażone, wykończone jak normalne auto, a nie jak powiększony do skali 1:1, plastikowy model i oferowało ciut więcej przestrzeni w środku, mogłoby sprzedawać się przyzwoicie.

 

Dodaj komentarz