Clio Cover

Renault Clio – Test

Poprzednie generacje Renault Clio zazwyczaj przechodziły dość wyraźne zmiany przy okazji liftingów. Poszczególne fazy (tak Renault określa liftingi) różniły się od siebie zmienionym pasem przednim, a zmian nie brakowało również pod maską.
Tym razem obyło się bez rewolucji. I dobrze, bo Clio jest nadal jednym z najlepiej wyglądających przedstawicieli segmentu B, a pakiet GT Line dodaje mu jeszcze więcej charakteru. Oto mój test 4 generacji i 2 fazy Renault Clio.

 

Niebieski lakier, 17-calowe felgi, satynowe lusterka i dodatki. Clio wygląda rewelacyjnie, ma wyrazisty charakter i obiecuje wiele już na parkingu. Agresywnie narysowany przedni zderzak i znane już przetłoczenia to w tej klasie dość rzadki widok. Co w takim razie znalazłem pod maską?

Zaskoczenie – w testowanym samochodzie czekał na mnie diesel 1.5 dCi o mocy 110 KM, (nowość po liftingu) który sam w sobie fajnie napędza auto, ale nie do końca pasuje mi do charakteru samochodu. No ale o tym później.

Paskudna pogoda, deszcz i zbliżający się zmrok sprawiły, że dokładne oględziny auta odsunąłem w czasie na rzecz jak najszybszego zajęcia miejsca we wnętrzu. Muszę przyznać, że było warto, bo pakiet GT Line obejmuje też znakomite fotele przednie, których trzymanie boczne pozwoliłoby na zamontowanie ich nawet w Clio RS. Poza tym są ładnie obszyte niebieską nitką, której jest tu po prostu pełno. Nie szczędzono jej również na kierownicę, która dodatkowo dostała nieco perforowanej skóry i emblemat GT Line na lekko spłaszczonym dole. Całość ładnie spina aluminiowa (przez 3/4 roku zimna jak lód) gałka zmiany biegów i aluminiowe nakładki na pedały, na których ze 2 razy poślizgnęła mi się noga.

Odpalamy samochód przyciskiem (w każdej, nawet najtańszej wersji) i diesel budzi się do życia. Nawet na zimno nie słychać za wiele klekotu, a drgania są wytłumione – jest całkiem przyjemnie. Ruszam (do tyłu) przez parking Renault w czym pomaga mi kamera cofania i zestaw czujników rozmieszczonych dookoła samochodu. Jest to namiastka systemu kamer 360, ale szczerze mówiąc boczne sensory dawały często fałszywy alarm, informując nawet o krawężnikach. Przednie i tylne działają bez zarzutu, a kamera sprawia, że parkowanie Clio jest dziecinnie proste.

Ale nie o parkowaniu teraz mowa – jedziemy sprawdzić jak prowadzi się Clio, które stylem obiecuje niezłe wrażenia. Trzeba tylko wydostać się z warszawskich korków…

Kiedy w końcu udało mi się dotrzeć w miejsce gdzie drogi są równe a aut niewiele, sprawdzam na co stać małe Renault. Turbina wreszcie ma szansę pokręcić się nieco szybciej, a opony pierwszy raz tego dnia osiągną temperaturę nieco wyższą niż asfalt. Po kilku kilometrach staje się dla mnie jasne, że choć Clio jeździ przyzwoicie to nie ma co oczekiwać prowadzenia znanego pełnoprawnej wersji GT. Tutaj jest po prostu dość miękko i komfortowo.

Samochód może jeździć po zakrętach dość szybko i limity przyczepności osiąga późno, ale w dynamicznej jeździe wymaga od kierowcy dużo spokoju. Nie przepada za szybkimi zmianami kierunku jazdy, a gdy dodamy do nich gwałtowne odpuszczenie gazu, Clio zaczyna zamiatać tyłem. Nadsterowność jest szybko korygowana przez niewyłączalne ESP, interweniujące dość zdecydowanie. Stabilność jest więc zachowana, ale ogólne wrażenie jest takie, że spowodować drobne uślizgi nie jest wcale trudno. Po zapoznaniu się z autem da się jeździć szybko, ale apetyt, podsycony wcześniej przez sportowy charakter pakietu GT Line pozostaje chyba odrobinę niezaspokojony. Wyjątkowo precyzyjny i bezpośredni układ kierowniczy pozwoliłby na więcej, nawet pomimo typowo miejskiej siły wspomagania. Za całością nadąża skrzynia biegów, której przełożenia są dobrze zestopniowane, a precyzja mechanizmu poprawna. Szósty bieg nie jest zbyt długi – przy 100 km/h obroty silnika wynoszą 2000 na minutę.

Na początku wspomniałem, że diesel 1.5 dCi nie do końca pasuje do rasowego wyglądu. Jak więc sprawdza się najmocniejsza w gamie, 110-konna jednostka 1.5 wysokoprężna?

Przyspiesza nieco szybciej niż wskazują na to fabryczne dane, dobrze zbiera się z niskich obrotów… Ale to nie to czego oczekuje się od wersji ze znaczkiem „GT Line” na kierownicy. Zakres użytecznych obrotów jest mniejszy niż w benzynie, brzmienia nie ma tu wcale, a turbodziura potrafi opóźnić odejście z zakrętu. Silnik sam w sobie jest naprawdę niezły, a zużycie paliwa oscyluje w okolicach 5-6 litrów oleju napędowego w mieście (i w okolicach 4 litrów na podmiejskich odcinkach przy spokojnej jeździe) ale moje wątpliwości budzi sens zastosowania go w miejskim aucie o aspiracjach na najbardziej dynamiczną odsłonę w gamie. Poza tym nie miałbym się chyba czego przyczepić gdyby nie ten rewelacyjny i drapieżny wygląd…

Wracam więc do spokojnej jazdy. By szybko jeździć Clio, trzeba się z nim dobrze zapoznać. Będę jeszcze miał na to czas.

Teraz, podczas leniwej jazdy komfortowe nastawy zawieszenia są przyjemne. Większe dziury i nierówności są odczuwalne ale wydaje mi się, że niewielki rozstaw osi ma na to wpływ. Poprzeczne przełomy nawierzchni czy drobne wyboje są skutecznie tłumione, a praca zawieszenia jest cicha. Clio to zdecydowanie przyjemny samochód na miasto i charakterystyka zawieszenia tylko to potwierdza. Jest jeszcze jeden aspekt, który za tym przemawia – zwrotność. Clio zmieści się w ciasne uliczki bez problemu, może się w końcu pochwalić średnicą zawracania wynoszącą około 10 metrów.

Manewry i parkowanie nieco utrudnia widoczność z wnętrza auta. Grube słupki i niewielkie szyby dodają stylu ale powodują, że wspomniane już wyżej systemy ułatwiające parkowanie są wyjątkowo przydatne. Ponadto, lusterko wsteczne jest umieszczone tak nisko, że czasem zasłaniało mi od pasa w górę pieszych na przejściu.

Wspomniałem, że wnętrze Clio, które tak zabudowuje kierowcę jest obszyte w wielu miejscach niebieską nitką. Warto jeszcze wspomnieć, że materiały użyte do jego wykończenia są na relatywnie wysokim poziomie. Na tle klasy jest naprawdę nieźle, biorąc pod uwagę zarówno fakturę tworzyw jak i ich miękkość. Praktycznie cała deska rozdzielcza jest wykończona miękkim materiałem. Dodatkowo, nie udało mi się usłyszeć niemal żadnego trzeszczenia.

Standardowe pytanie na koniec testu: Czy zdążyłem przywiązać się do Clio? Chyba tak, wydaje mi się, że Renault przywiązuje do siebie kierowcę już za sprawą foteli, w które wpada się tak głęboko, że potem nie chce się wychodzić. Są też inne zalety – nowe, rewelacyjne reflektory LED, przyzwoity system audio Bose, zjawiskowy wygląd czy karta Renault Handsfree, która zwalnia kierowcę z konieczności sięgania po pilota. Byłoby pięknie, gdyby tylko zamiast GT Line było to „prawdziwe” GT lub RS… Jeśli komuś nie zależy jednak na mocniejszych wrażeniach, powinien zrezygnować z pakietu stylistycznego i będzie z Renault bardzo zadowolony. Jeden z najciekawszych samochodów w segmencie B, stał się po liftingu jeszcze ciekawszy. A to wcale nie jest regułą.

 

Cena: od 41 900 zł
Moc testowanego egzemplarza: 110 KM
Napęd: Na przednią oś

 

 

Dodaj komentarz