Nowe syrenki są dla naiwnych

Syrenka vs polonez

Myślicie, że wodorowa Toyota Mirai jest zasilana alternatywnym paliwem? Zapomnijcie o jakimś japońskim brzydalu. Nowa syrenka, podobnie jak inne tego typu projekty jest zasilana czymś tak alternatywnym, że każdy hipster już może czuć się zazdrosny. Tym paliwem jest nostalgia.

 

I innego zasilania dla takich wynalazków chyba nie ma, przynajmniej na razie. Oczywiście prototypy jeżdżą, dają się fotografować i od czasu do czasu robią medialny szum. Bo jak mogłyby nie robić, gdy niewielki producent pojazdów każdych-za-wyjątkiem-osobowych z Kutna, daje ludziom nadzieję na powrót legendy. Jaka by ona w rzeczywistości nie była.

Będę z Tobą, drogi czytelniku, szczery. Nie jeździłem oryginalną Syrenką. Polonezem pewnie tak, ale jako pasażer.
Co prawda prowadziłem Wartburga (niewiele z tego dziś pamiętam bo byłem w takim wieku, że miałem go za prawdziwy niemiecki samochód), jechałem też Trabantem ale pomijając tego typu epizody i oczywisty szacunek dla prawdziwych klasyków, moja przygoda z motoryzacją przeszłości, kończy się na naprawdę niewielu doświadczeniach.

Być może dlatego kompletnie nie rozumiem fascynacji informacjami typu NOWA SYRENKA ZAPREZENTOWANA, KIEDY PRODUKCJA?
Mocno irytuje mnie też mówienie, że „w tym kraju się nie da”, w kontekście tego, że po zaprezentowaniu zaledwie kilku renderów i dwuzdaniowego komentarza, do nowego Poloneza nie ustawia się kolejka inwestorów.

No właśnie – zaledwie kilka renderów i krótki komentarz – tyle wystarczyło, żeby w mainstreamowych mediach temat „wskrzeszania polskiej motoryzacji” został poruszony. A więc może to nie jest kwestia tego, że obca jest mi nostalgia. Może to kwestia rozsądku? Naiwność kontra racjonalność. Póki co, pompowanie balonika byłoby chyba określeniem nieco na wyrost, bo temat nie jest aż tak gorący – i dobrze. Byłbym bardzo zaskoczony gdyby był, na przykład po tym co serwuje AMZ Kutno jako „jeżdżący prototyp” nowej Syrenki.

10636124_354397758079326_7083624914637335784_n

Świetny materiał reklamowy, przedstawiający prototyp w efektownej scenerii i z należytą prezencją (źródło: fb.com/amz-kutno)

Ilość niekonsekwencji, niedoróbek i nieudolnego naśladownictwa jest w tym prototypie tak duża, że nie wiem od czego zacząć.
Jako, że narzekanie i krytyka rozbita na punkty i tak powie mniej niż zdjęcie tego kanarka, streszczę tak jak umiem kilka problemów z jakimi walczy ten pojazd (mimo, że nie jest on jeszcze produkowany).

Pierwsza sprawa, to to, jak projekt warty 7 milionów złotych (o tym czy to dużo i skąd się biorą te pieniądze, w dalszej części tekstu) jest prezentowany.

Najkrócej mówiąc: byle jak.

To jak nowa syrenka wygląda i to jak jest ludziom przedstawiana, wzbudza podejrzenia czy designem i PR-em nie zajmuje się ta sama osoba. Obie rzeczy są byle jakie, z tym, że o ile przeprojektowanie nadwozia to większa impreza, to nie wydaje mi się, żeby kilka ładnych zdjęć i dobry content na facebookowej stronie AMZ Kutno były jakimkolwiek wyzwaniem, jeżeli główne zadanie Kutnowian (dobrze odmieniam?) to „tylko” stworzyć samochód. Czy firma, która bierze się za opracowanie samochodu osobowego, naprawdę nie potrafi wrzucić na swój fanpage kilku zdjęć, które wyglądają przynajmniej trochę lepiej niż losowe fotki z otomoto? Widocznie nie.

Po drugie, można wytykać Syrence, że słupek A jest grubszy niż w ciągniku siodłowym, albo, że kanciaste wycięcia tak średnio łączą się z miękkimi linami, tylko po co? Nie wystarczyłoby, tak jak sugeruje wiele komentarzy, zmienić to i owo, wsadzić lepsze felgi i sprzedawać. Dlaczego? Bo ten samochód z poprawionym „tym i owym” już istnieje, nazywa się Daihatsu Copen. Jest tylko troche mniejszy i nie ma kultowego poprzednika.

Daihatsu_Copen_007

Gdybym był złośliwy, zrobiłbym z tego zdjęcia miniaturkę i kazał wam zgadywać czy to Syrenka czy Copen

Zafiksowanie na idei bezpośredniego sukcesora doszło do tego stopnia, że auto jest jak na dzisiejsze czasy zwyczajnie pokraczne. Czy ktokolwiek w Kutnie zdaje sobie sprawę, że nie bez powodu takie nadwozie zniknęło z dróg na całym świecie oprócz Indii? Albo lifestyle, albo praktyczność.

To tak jakby BMW lata temu reaktywowało Mini, wykonując je z najtańszych plastików i mając marketing gdzieś, z tą różnicą, że legenda Mini jest znana na całym świecie i hmm.. bardziej prawdziwa?

[wp_ad_camp_2]

 

Po trzecie – kasa. W jaki sposób finansowany jest ten projekt? Jego całkowita wartość to niecałe 7,5 miliona złotych. Nazywa się on „Reaktywacja polskiego przemysłu motoryzacyjnego – wdrożenie pojazdu osobowego „Syrenka””.

7,5 miliona.
Reaktywacja przemysłu.

Po pierwsze, przy kosztach stworzenia samochodu od zera, 7,5 miliona to jak kropla w morzu. Jestem przekonany, że za takie pieniądze można opracować jakiś element, nie wiem, może wnętrza pojazdu, ale reaktywować przemysł?

Ale to nie wszystko!

Niemal 4,5 miliona z tych środków a więc ponad połowa, to kwota z programu DEMONSTRATOR+ a więc pieniądze publiczne, które ktoś zdecydował się przekazać AMZ Kutno na trwający niewiele ponad 2 lata program wdrożenia samochodu osobowego. (źródło http://www.amz.pl/pl,456,0_projekt-5.html)

Pytanie brzmi, dlaczego zabawa w (już bardziej obiektywnie) mocno przeciętnie wyglądające prototypy dla których jedyną pożywką jest nostalgia, jest finansowana ze środków, które z założenia mają budzić innowacyjność i budować atrakcyjność dla inwestorów?

Aby sprawdzić jak pożytkowane są pieniądze z publicznego programu, polecam zajrzeć do lat 90 na fanpage AMZ Kutno.

Nowy Polonez to temat na oddzielny wpis – w jego przypadku, sprawa również jest śmieszna, głównie za sprawą komentarzy jakie wywołuje ten samochód. O, przepraszam, napisałem „samochód”? Miałem na myśli grafiki i jakiś mały model wydrukowany w 3D.

12108922_770552669739621_4087072762995175280_n

facebook.com/polonez2015

Tymczasem narzekanie trwa – to na państwo, to na UE – że auto nie powstaje i nikt nie chce go produkować. Powstają rendery, wywiady i kalendarze (!) a wszystko to polane sosem z żalu, że inwestorów wciąż brak. I to również ze strony twórców projektu, którzy zdają się albo nie rozumieć jakim procesem jest wyprodukowanie samochodu (w co wątpię) albo zwyczajnie podjudzają i biadolą sobie od czasu do czasu jak to źle jest, gdy nie można na podstawie rysunków uruchomić produkcji auta.

O pisanych, całkiem serio, komentarzach typu: „W końcu. Kupie go byleby miał RWD i był produkowany w Polsce i nie kosztował więcej niż 50 tysięcy złotych” nawet nie ma co wspominać. Eufemistycznie mówiąc – to jest uber-naiwność.

Gorzkie żale

Widać, na coś narzekać trzeba a zawsze prościej jest się wyżalać w internecie, niż przyznać, że Polska, motoryzacyjnie nigdy nie istniała w sposób, który uzasadniałby jakiekolwiek reaktywacje. Czy możemy już przestać w mizerny sposób wracać do mizernych aut?

 

3 komentarzy do “Nowe syrenki są dla naiwnych

  1. polszczychujanca miał auto bo był wymóg całego bloku. Nikt nie myslał o tym, zeby firmy przekształciły sie w koncerny a o tym, zeby je w miare szybko przerobić na fabryki wojskowych wozów czy jeden chuj wie czego tam. Polszczybolondziok pospolity nie ma natury technicznej, nei jest skupiony na „tworzeniu” nie ma takiej żyłki, zmysłu, pociągu do tego. Widac to po „wynalazkach” polołexa. Kopie wszystkiego co juz zostało gdzies zrobione i nic wiecej. Zadnej oryginalnosci, zadnej swieżosci, zadnej awangardy, polotu, kreatywnosci. Tak wiec polszczychujanca bedzie tym kim był od wieków, dziadem i parobasem w 15 letnim foncwagenie w tedejku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *