NissanPulsarFTRD

Nissan Pulsar – Test

Pulsar to dla Nissana nadzieja na powrót do segmentu aut kompaktowych. Japoński producent deklaruje, że jego nowy samochód ma być rywalem Golfa i godnie konkurować z resztą stawki najpopularniejszego segmentu samochodów.

Plan, trzeba przyznać, ambitny. Czy Pulsar faktycznie ma „to coś“ aby konkurować z największymi? A może nawiązując do niemieckiego konkurenta jest doskonały w każdym detalu, stworzony tylko aby zaspokajać potrzeby i przewozić ludzi z punktu A do B?

Wygląda dość zwyczajnie. Z przodu nie ma śladu polotu, jest wręcz nudno. Chromowane listwy poprawiają nieco odbiór przedniego pasa i do złudzenia przypominają stylistykę całej rodziny modeli Nissana. Sylwetka będąca również dość typowa dla kompaktów, no i wreszcie tył. Tu jest najmniej przeciętnie – może ale nie musi się podobać. Całość przypomina odrobinę Renault Megane a także nieformalnego poprzednika Pulsara – Nissana Tiida.

Kluczyk w dłoń, otwieramy drzwi i wsiadamy do auta.

W środku robi się nieco dziwnie. Jest japońsko. Czuć po prostu klimat dalekowschodniej stylistyki i mimo, że nowy kompakt ma wiele cech które świadczą o młodości konstrukcji, trudno oprzeć się wrażeniu, że projekt mógłby równie dobrze powstać co najmniej 5-10 lat temu. Nowoczesne rozwiązania mieszają się tu z mowiąc eufemistycznie klasycznymi przełącznikami a całości dopełnia nietypowe ukształtowanie deski rozdzielczej którego estetyka to kwestia gustu.

Oczywiście nie brakuje również jasnych stron. Wspomniane wyżej współczesne rozwiązania takie jak ekran kierowcy o wysokiej rozdzielczości czy wspaniałe, miękkie podłokietniki pozostawiają dobre wrażenie. Ale o tym później.
Testowany samochód to egzemplarz z nowym, 1.2-litrowym silnikiem DIG-T. 115 koni mechanicznych i 190 Nm momentu obrotowego osiąganego przy 2000 obrotów na minutę to dość obiecujące dane biorąc pod uwagę pojemność jednostki. Jestem bardzo ciekawy jak silnik da sobie radę z kompaktowym autem więc bez zwłoki zajmuję miejsce kierowcy. Drzwi zatrzaskują się z przyjemnym odgłosem a ja przygotowuję się do jazdy.

Na szczęście moja cierpliwość nie zostaje wystawiona w tym momencie na próbę – odpowiednia pozycja za kierownicą jest łatwa do odnalezienia. Większość regulacji odbywa się w dużym zakresie i znalezienie dobrej dla nas konfiguracji nie trwa długo (brakuje tylko regulacji podpracia lędźwiowego – wielka szkoda!). Nie siedzi się za wysoko a odległość od pedałów i kierownicy łatwo ustawić pod siebie. Gaz, hamulec, sprzęgło rozmieszczone są dość standardowo. To ostatnie mogłoby być odrobinę dalej od hamulca, ale nie przeszkadza to w spokojnej jeździe na co dzień. Zaczyna się całkiem dobrze. Dźwignia zmiany biegów również nie znajduje się w jakimś nietypowym miejscu, więc w tym temacie nie ma co się rozpisywać. Odpalmy więc tę „potężną” jednostkę i przekonajmy się jak łatwo będzie dogadać się z Pulsarem na drodze.

 

 

Od razu mówię – dogadać się będzie łatwo i będzie to rozmowa na poziomie, lecz chyba daleko jej do pasjonującej. Miła, kulturalna ale nie tak wciągająca, żeby nie móc jej skończyć, ot tak.
Zacznijmy od silnika, a więc tego czego byłem bardzo ciekawy w tym aucie. Dopóki sportowe aspiracje nie wezmą góry, Pulsarem jeździ się przyjemnie. Może nie odprężająco (w końcu to kompakt), ale lekko i komfortowo. Co więcej, wskazówki obrotomierza nie ma po co zapędzać powyżej 2,5 tysięcy obrotów. Według komputera nawet powyżej 2 tysięcy, ale ten nie próbuje się domyślać kiedy chcemy pojeździć dynamicznie.

Co w takim razie stanie się gdy raz na jakiś czas najdzie nas ochota na ostrzejsze traktowanie pedału gazu?

Po pierwsze – ujawni się niewielka pojemność silnika. Turbodziura da się we znaki i zamiast płynnie rozwijać moc zacznie się oczekiwanie na turbokopa który jest tu nawet odrobinę wyczuwalny. Nie wiem tylko czy z racji niedoboru mocy przed rozkręceniem się turbiny, czy z racji sporego wsparacia jakie ona generuje. Pulsar subiektywnie nie jest wolnym samochodem, ale niestety, powyżej 3,5 tysięcy obrotów robi się mniej chętny do nabierania prędkości, co z kolei studzi emocje i zapał kierowcy do szybszej jazdy. Przyspiesza naprawdę przyjemnie i sprawnie ale wtedy kiedy będzie utrzymywany w określonym zakresie obrotów – wykorzystywanie pełnego obrotomierza zostawcie dla wolnossących jednostek. (W tym aspekcie Nissana trochę ratują długie przełożenia ograniczające konieczność mieszania biegami)

Po drugie – da się we znaki mechanizm skrzyni biegów, projektowany typowo do miejskiej jazdy. Przełożenia generalnie trafiają na swoje miejsca, ale czasem pojawia się niepewność podczas wbijania i redukcji biegów. Na początku zdarzyło mi się przypadkowo ruszyć z trójki, co już dawno nie miało miejsca w innych samochodach. Lewarek chodzi bardzo lekko i ma raczej długi skok co ponownie, jest w porządku dopóki jeździmy spokojnie po mieście. Słowem – skrzyni biegów brakuje precyzji.
Na plus można zaliczyć odpowiednio długie szóste przełożenie – w trasie samochód będzie spalał niewiele paliwa, podobnie zresztą jak w innych warunkach. Mały silnik należy raczej do oszczędnych.
Wjeżdżam w końcu na pierwsze rondo i okazuje się, że Pulsar jedzie posłusznie tam dokąd go prowadzimy. Przechyły nadwozia nie są za duże i jedynie podczas szybkiej zmiany kierunku jazdy reakcje mogłyby być szybsze.
Czemu nie jestem do końca zadowolony z całokształtu? Samochodu „nie czuć“ do końca tak jakbym sobie tego życzył. Gdy pojawia się pisk opon, tak naprawdę jedyne czego doświadczamy to właśnie ich dźwięk. Do tego odrobina informacji z mocno, elektrycznie wspomaganego, układu kierowniczego i to wszystko. Szkoda, że samochód nie daje kierowcy więcej frajdy z jazdy i poczucia kontroli nad sytuacją, szczególnie, że prowadzi się pewnie i dość łatwo a układ kierowniczy mimo, że mało informatywny jest dość precyzyjny.

Co do zawieszenia, można je jeszcze pochwalić za cichą pracę na nierównościach. Zmiany rodzaju nawierzchni, popękany asfalt czy mniejsze dziury nie robią dużego wrażenia na Pulsarze, a do środka przekazywane są głównie wstrząsy z zapadniętych studzienek i większych wybojów.
W Nissanie jest też cicho od strony silnika. Wyciszenia nie powinno zabraknąć nawet w trasach – szum wiatru nie jest szczególnie głośny a jednostka napędowa, również dzięki niewielkiej pojemności jest bardzo mało słyszalna.

Najciszej jednak zawsze jest na postoju i tu mamy czas na sprawdzenie z jakich tworzyw „uszyli“ Nissana Japończycy, jak potraktowali kwestię zestawu audio i wreszcie czy odpowiedzialni za to byli wyłącznie księgowi.
Okazuje się, że nie – aczkolwiek zgodnie z tym czego się spodziewałem, oszczędności nie brakuje.
To co ma być jednak miękkie, jest miękkie. Wspaniałe podłokietniki umilą dłuższe podróże a uginająca się część deski rozdzielczej, powierzchniowo trzyma przeciętny dla tej klasy poziom. Szkoda tylko, że z tyłu boczki drzwi są twarde.
Spasowanie również jest w porządku. Podczas testu nie usłyszałem aby jakaś część wnętrza hałasowała czy to podczas jazdy czy to podczas głośnego odtwarzania muzyki z systemu audio.

Będąc przy muzyce – w testowanej wersji pulsara znalazł się podstawowy model odtwarzacza, wyposażony w łącze bluetooth i obsługę iPoda. Warto powiedzieć, że dźwięk który słyszymy przy odtwarzaniu przez bluetooth czy usb jest wyraźnie lepszy niż to co serwuje nam odbiornik FM. Ciekawe.
Sterowanie systemem wymaga odrobiny przyzwyczajenia, (zresztą tak jak sterowanie komputerem pokładowym z poziomu kierownicy o czym za chwilę).
Dźwięk który wydobywa się z 6 głośników jest całkiem w porządku, ale basy są tu sztucznie podbite, co kiepsko brzmi przy głośniejszym słuchaniu muzyki. Do normalnego odsłuchu, zestaw w zupełności powinien wystarczyć, tym bardziej, że w samochodzie podczas jazdy jest cicho. Także tylne głośniki wytwarzają dźwięk niezłej jakości więc ogólne wrażenia z systemu audio są raczej pozytywne.

Dopóki stoję, mam czas przejrzeć opcje komputera pokładowego – jest ich parę, począwszy od prędkości, poprzez spalanie z wykresem – wizualizacją naszych wyników ekonomicznej jazdy, aż po ciśnienie w oponach i ustawienia. Nie wspomniałem chyba o wszystkich ale nie ma tu z drugiej strony niespodzianek – standardowe dane które zapewnia każdy nowoczesny komputer pokładowy.
Obsługuje się go raczej łatwo, ale trzeba się przyzwyczaić do typowo japońskiego przerzucenia przycisku do resetowania i sprawdzania przebiegu w losowe, niewygodne miejsce. Ostatnio zacząłem się zastanawiać czy japońscy inżynierowie (bez znaczenia czy pracujący dla Toyoty, Nissana czy Subaru) nie urządzili sobie konkursu na najgorsze jego umiejscowienie. Przyciski na kierownicy także powodują konieczność wyrobienia nawyków – najczęściej przeze mnie wykorzystywana regulacja głośności umieszczona jest w niewygodnym dla palców miejscu.

Temat konkurencji dla Golfa to kwestia gustu i upodobań, natomiast jeśli ktoś liczy na to, że Pulsar jest samochodem dopracowanym tak jak Volkswagen a przy tym budzi więcej emocji podczas jazdy, to może się zawieść.
Nissan w pewnych sprawach jest typowo japoński i mimo bycia nowoczesnym, nie sposób ulec wrażeniu, że w szczegółach Golf prezentuje wyższy poziom. Sterowanie systemami, przyciski, stylistyka i ergonomia wnętrza, wykończenie bagażnika czy nawet boczków tylnych drzwi – takie drobiazgi (a może i nie drobiazgi) pokazują, że w Nissanie będzie co poprawiać przy okazji liftingu – póki co dystans pomiędzy niemieckim a japońskim produktem jest wyraźny. Oczywiście cały czas mówimy tu o jednym z podejściu do samochodu – chyba nie muszę mówić, że tym bardziej „suchym” i bezdusznym. Pulsar jest bowiem w ogólnym odbiorze przyjemnym samochodem.

 

Koniec postoju, ruszam dalej. Nie będzie to fascynująca podróż ale Pulsarem dotrę tam gdzie chce ekonomicznie, wygodnie i jak na kompaktowy samochód z tak małym silnikiem, będzie mi się jechać przyjemnie. Mogę też zabrać pasażerów z bagażami bo miejsca nie powinno zabraknąć – jest go tutaj całkiem sporo.

 

To wszystko nie zmienia faktu, że gdybym mógł zabrać Pulsara gdzie tylko chce, to w tej wygodzie i spokoju pojechałbym na tor, przesiąść się w maszynę która da mi dużo frajdy z jazdy i poczucie motoryzacyjnego nasycenia, którego od kompaktowego Nissana nie dostałem. Ale nie wszystkie samochody muszą spełniać taką rolę. A zwłaszcza te które mają Golfa za głównego konkurenta.

 

Cena: od 59 900 zł
Moc: 115 KM
Napęd: Na przednią oś

Dodaj komentarz