Outlander cover

Mitsubishi Outlander – Test

Po niedawnym teście L200, Outlander wydaje się być niskim samochodem. Oprócz tego, w porównaniu do pick-upa prowadzi się jak kombi, a nie uterenowione auto. Tylko czemu przyspiesza wolniej od 5-cio metrowego auta z paką? Oto test Outlandera ze skrzynią CVT – samochodu, który miał potencjał na dynamicznie jeżdżącego SUV’a, choć w tym wydaniu przypomina raczej rodzinnego cruisera na letnie wieczory.

 

Japończycy, w ostatnich latach, choć stylistycznie zbliżyli się ze swoimi samochodami do zachodnioeuropejskich modeli, wciąż mają w wielu kwestiach własne „zwyczaje”, które swoimi ścieżkami rozwijają, promują i implementują w nowych autach. Można podać za przykład prehistoryczne przełączniki zaprojektowane bez finezji, ale z drugiej strony patrząc, są to również dość ciekawe rozwiązania, takie jak skrzynie bezstopniowe.

Problem ze skrzynią w Outlanderze jest taki, że o ile wydaje się ona być fantastycznym rozwiązaniem dla spokojnie jeżdżących osób, poruszających się w korkach, gorzej wypada, gdy chcemy dynamicznie pojeździć tak po prostu dla przyjemności.

Nie wiem czy powinienem jednak oceniać Mitsubishi przez pryzmat takiej jazdy. Więcej rzeczy przemawia jednak za tym, by patrzeć na to spokojne, siedmioosobowe auto jak na… spokojne siedmioosobowe auto.

Miejsce. Tego z pewnością nie brakuje. Jest go najwięcej z dotychczasowych generacji i zaryzykowałbym, że najwięcej w klasie (może obok Hondy CR-V). Bez wątpienia będzie go pod dostatkiem dla najwyższych pasażerów (na 5 miejscach) i ich wysokich dzieci (jeśli mówimy o ostatnim rzędzie siedzeń). Swoją drogą, podróż na samym tyle jest umilana uchwytami na kubki, światełkiem nad głową i generalną wygodą, jak na taką nadprogramową przestrzeń.

Siadając na miejscu kierowcy, jest wysoko. Nie jak w dostawczaku, chociaż pozycja za kierownicą jest nieco inna niż w osobowych sedanach czy kombiakach – czuć, że Outlander to SUV i niektórym może się to podobać. Fotel kierowcy reguluje się elektrycznie w wystarczającej ilości płaszczyzn i każdy znajdzie ustawienie pod siebie.

Testowana wersja robi wrażenie wyposażeniem, ale to nie jest nic nadzwyczajnego. Po to są najwyższe pakiety – mają zawierać wszystko co się da, i choć rzeczywiście jest tu sporo udogodnień (adaptacyjny tempomat, który hamuje do zera, asystent pasa ruchu, elektrycznie zamykana klapa bagażnika, bezkluczykowy dostęp, ZNAKOMITE audio) to byłem miło zaskoczony rzeczą, której nie znajdzie się w cenniku.

Tą rzeczą jest skóra – tapicerkę w Outlanderze wykonano estetycznie, ma sporo elementów z prawdziwej skóry i pachnie świetnie. Poziom, który wyróżnia się wśród japońskiej konkurencji.

Badając wnętrze auta organoleptycznie – jest trochę miękkiego i trochę twardego plastiku. Mogłoby być lepiej na boczkach drzwi, ale całościowo, jest tu więcej uginających się pod palcem tworzyw. Nie znalazłem w zasadzie żadnych trzasków, poza drobnym trzeszczeniem dobiegającym z kierownicy, tam gdzie wykończenie łączy się z wieńcem. Podłokietniki mają dość mało pianki i mogą męczyć po pewnym czasie gdy stracą jeszcze na sprężystości.

Odpalanie bezkluczykowe i automatyczna skrzynia. Pozostało mi tylko trzymać hamulec. Chwilę później wrzucamy „drive” i jedziemy.

Będzie bez emocji, chociaż Outlander prowadzi się naprawdę przyzwoicie. Ma układ jezdny, który aż prosi o mocniejszy silnik i, być może, manualną skrzynię. Co więcej – nadąża za nim układ kierowniczy o zmiennej (zależnej od prędkości) sile wspomagania. Nie przekazuje on nadmiaru informacji ale jest przyjemnie precyzyjny.

W zakrętach pojawia się trochę przechyłów, ale nie ma powodu by obawiać się o stabilność jazdy. Nawet po wyłączeniu ESP, nie jest łatwo zarzucić tyłem, a jeśli już się to uda, nie będzie kłopotu by Outlander, z odrobiną pomocy kierowcy, wrócił na właściwy tor jazdy. Nie stwierdziłem także przesadnej podsterowności. Wnioski są więc proste – Mitsubishi zestroiło ten samochód bardzo rozsądnie i założyło niezłe fabryczne opony. Auto jest więcej niż poprawne, i pod względem prowadzenia, godnie reprezentuje japońską motoryzację na tle konkurencji.

Pod względem komfortu jazdy, nie ma szału. Nierówności są wyczuwalne we wnętrzu i komfort resorowania nie jest ponadprzeciętny, ale nie stanowi to problemu, biorąc pod uwagę dobre prowadzenie Mitsubishi. Dźwięki pracy zawieszenia są słyszalne, ale nie sprawiają bolesnych doznań.

Wspomniana wyżej jednostka napędowa, to wolnossący, dwulitrowy silnik zestawiony z bezstopniowym automatem. Nie jest najbardziej dynamiczna i nie jest najbardziej oszczędna. Do setki przyspieszamy w około 11,5-12 sekund (pomiar – tutaj) a jazda w mieście okupiona jest spalaniem o podobnych wartościach (11 do max. 12 litrów na 100 km, w trasie za to poniżej 8). Niewiele pomaga tu system start-stop, choć trzeba przyznać, że potrafi wyłączyć silnik na dość długo.

Najbardziej brakuje chyba niutonometrów, które pozwoliłby na utrzymywanie silnika na niższych obrotach. CVT ma tu pełne ręce roboty i warto też wspomnieć, że nie jest to tak dobra skrzynia jak chociażby w Subaru. Nie ma ona emulacji biegów w trybie drive i jest nieco mniej responsywna niż konkurencyjny Lineartronic. Na plus można zaliczyć niezwykle płynne przyspieszanie i manualny tryb, który udaje 6 biegów. Mamy tu jeszcze opcję „L” czyli low gear. Utrzymuje ona najniższe dostępne przełożenie i hamuje silnikiem co przyda się w terenie i górzystych drogach.

Dla kogo jest więc ta opcja silnikowa? Nie jest w końcu szczególnie szybka ani oszczędna.

Według mnie – odpowiedź jest prosta. Taki zestaw jest przeznaczony dla osób, które mają dość awarii turbin, kół dwumasowych i filtrów DPF. To prosty, benzynowy silnik, którego nawet mi nie było szkoda gdy start-stop włączał go i wyłączał w korku. Nagrzewa się błyskawicznie i ma świetną kulturę pracy, bez stosowania drogiego osprzętu. Zestawiony ze skrzynią biegów pozbawioną sprzęgła, a potencjał na przejechanie ogromnych bezawaryjnych przebiegów i to zdaje się być jego dużą zaletą.

Na koniec, muszę jeszcze wspomnieć o nagłośnieniu. Rockford Fosgate to system audio z którego Outlander jest znany od dawna. W tej generacji, jest również bardzo dobrze.

Subwoofer umieszczony w bagażniku da radę przy każdej głośności i każdym rodzaju muzyki. Ilość głośników nie jest duża, tak jak w przypadku niektórych systemów, jednak ich potencjał jest znakomicie wykorzystany i w dźwięku płynącego z zestawu Mitsubishi czuć moc i czystość. Fabryczna jednostka sterująca ma zaawansowane opcje dostrajania brzmienia i dźwięku przestrzennego. Jak dla mnie jest to zestaw wart dopłaty.

Outlander jest porządnym samochodem rodzinnym, który na tle konkurentów ma niezłe wyposażenie i rozsądną cenę. Jest wart rozważenia, jeśli bardziej od sportowych emocji interesuje was łatwość manewrowania (całkiem zwrotny!), możliwość zapakowania całej rodziny na długie wakacje, bezpieczeństwo prowadzenia i komfortowe jechanie w trasę w towarzystwie ulubionej muzyki. Auto jest wszechstronne bo dzięki CVT sprawdzi się dobrze także w mieście. W razie czego zawsze można zablokować napęd na 4 koła i zjechać z asfaltu.

Cennikowo, samochód zaczyna się od 95 990 PLN. Dopłata do wyższych opcji nie jest szczególnie wysoka i chyba opłacalna. Przy odpowiednim finansowaniu koszt dodatkowego wyposażenia będzie rozłożony na raty, a korzyści z wyższego pakietu udogodnień są w tym aucie nieocenione. W końcu, to one stanowią o tym, że Outlander to auto, które polubi Twoja rodzina.

A Ty? Jeśli lubisz prowadzić i cenisz sobie emocje… Zdecyduj się na tańszą opcję i dokup małego kabrioleta, może MG F, albo Mazdę MX-5, wyszalej się w sobotę i niedzielę. Outlandera zostaw sobie na tydzień spokojnego, relaksującego prowadzenia. To, z pewnością w nim odnajdziesz.

Dziękuję dealerowi Mitsubishi Mitcar w Warszawie, za użyczenie auta do testu!

 

Cena: od 95 990 zł
Moc testowanego egzemplarza: 150 KM
Napęd: Na obie osie

 

 

Dodaj komentarz