Honda Insight – Test

SONY DSC

Niektóre z samochodów hybrydowych z daleka emanują swoją hybrydowością, tak aby jasne było, że nawet jeśli auto jest czarne to jest zielone.

 

Ekologia w każdym calu, opływowe sylwetki i tak dalej. Bezapelacyjnie najsłynniejszym przykładem jest Prius, którego linia jest tak rozpoznawalna, że dla niektórych wręcz z hybrydą utożsamiana.
Insight to auto czerpiące z Priusa garściami, okraszone typowymi dla Hondy zabiegami stylistycznymi. Czy podobnie jak inne Hondy daje radość z jazdy? A może wszystko rozbija się tu o radość dla portfela i przy dystrybutorze? Sprawdziłem to i zapraszam do przeczytania testu.

We wstępie wspomniałem już o sylwetce, teraz mogę napisać o niej jeszcze więcej – klasyczny produkt priusopodobny. Nie jestem fanem takich kształtów, ale muszę przyznać, że dzięki przynależności do stylistycznej linii Hondy, auto wygląda dla mnie lepiej od Toyoty. Przód wydaje się być dość szeroki dzięki poziomym pasom na grillu, które zarazem zmniejszają opór powietrza jaki ten stawia, reflektory są typowo Hondowskie – z tej perspektywy osoby których nie interesuje motoryzacja mogłyby pomylić Insighta z Civikiem – jest więc nieźle. Tak naprawdę do słupka B auto nie wyróznia się jakoś specjalnie sposród innych modeli. Stylistyczna zabawa w oszczędzanie paliwa zaczyna się tak naprawdę tam gdzie kończą się przednie fotele a więc wraz z mocno opadającym dachem, który przy okazji zabiera sporo miejsca wysokim pasażerom tylnej kanapy. Zdecydowanie nie mieszczę się tu z tyłu. Brakuje dobrych kilku centymetrów abym mógł się wyprostować. Ale wróćmy do designu – dach cały czas opada, aż pojawia się jedna z dwóch szyb tylnych, która jest tu pochylona pod takim kątem, że wycieraczka w którą jest wyposażona, mogłaby równie dobrze wycierać dach. Samochód kończy się pionowo i (ponownie – jak Prius) ma dodatkową, małą szybkę pod spojlerkiem a raczej listwą łączącą trójkątne światła. Moim zdaniem najgorsze wrażenie robi fakt, że tylna część nadwozia, już za drzwiami, jest tak wysoka i masywna, że 15 calowe felgi wyglądają jak przeszczepione z deskorolki (mimo, że z przodu wcale nie wydają się być zbyt małe).

No ale dosyć opisywania wyglądu. (Zdjęć jak zawsze, nie brakuje, na końcu artykułu).
Standardowy kluczk Hondy (to samo co w Accordzie) jest w mojej dłoni, otwieramy samochód i pakujemy się do środka. Drzwi zamykają się z przyjemnym dźwiękiem i możemy zacząć przygotowania do jazdy. Wnętrze upewnia nas, że siedzimy w Hondzie i wymaga przyzwyczajenia, chociażby do tego, że prędkościomierz jest wyraźnie odseparowany od reszty wskaźników. Więcej o wnętrzu w dalszej części tekstu.

[wp_ad_camp_2]

Pozycja za kierownicą jest w Hondzie całkiem niezła, regulacje obejmują standardowe kierunki czyli 2 na kierownicy i 3 na fotelu kierowcy (odległość, kąt oparcia i wysokość). Siedzi się dość nisko a tunel środkowy w zasadzie nie występuje. Największy problem miałem z wyregulowaniem wysokości kierownicy tak, aby nie tylko mieć dobrą pozycję do jazdy ale i wiedzieć z jaką prędkością się poruszam – o zasłonięcie prędkościomierza wieńcem nie jest trudno. Samo koło bardzo mi się podoba – obszyte perforowaną skórą i mimo, że dość twarde to obraca się nim przyjemnie a ręce spoczywają w miarę komfortowo.

Po ustawieniu całej reszty a więc m.in. wielkich lusterek bocznych z możliwością elektrycznego złożenia, uruchamiamy pozbawiony typowego rozrusznika silnik (elektryczny silnik uruchamia spalinowy) wbijamy Drive na selektorze i ruszamy.

W Insight’cie nie uświadczymy jednej z rzeczy które dają poczucia obcowania z autem hybrydowym – kompletnej ciszy przy ruszaniu. Co prawda podczas „pełzania“ i powolnego rozpędzania się, silnik spalinowy niemal nie oddaje mocy, ale jest stale włączony, jeśli samochód jest w ruchu (start stop załącza się przy kilku-kilkunastu km/h gdy hamujemy). Co prawda przy poruszaniu się po mieście ze strony silnika jest dość cicho, ale należy pamiętać, że układ hybrydowy IMA, zastosowany w Insight’cie to układ równoległy a nie pełna hybryda. Podczas normalnego przyspieszania spalinowy silnik 1.3 kręci się w okolicach 2 tys. obrotów, gdy jedziemy delikatnie, jest to jeszcze mniej. Elektryczny silnik o mocy 14 koni mechanicznych wspomaga wówczas jednostkę spalinową. Całość działa dość efektywnie, ale daje po sobie poznać fakt, że konstrukcja ma już parę lat. Przy krótkim zatrzymaniu, gdy start stop zdąży się włączyć na ledwie sekundę, po dodaniu gazu mamy tu moment zawahania zakończony delikatnym szarpnięciem – dzieje się tak dlatego, że elektryczny motor nie pcha samochodu do przodu dopóki jednostka spalinowa nie pracuje. Kolejny moment gdy czujemy, że jedziemy kilkuletnią już hybryda to hamowanie – siła hamowania jest zmienna nawet gdy pedał hamulca trzymamy w jednym miejscu – proces odzyskiwania energii z hamowania jest tu, w przeciwieństwie do testowanego niedawno hybrydowego Mondeo, wyczuwalny. (Test możesz zobaczyć tutaj)

Jakie są efekty zastosowania dwóch silników w Insight’cie? Spalanie w mieście to około 5 litrów na 100 km. Ekonomiczna jazda pozwala uzyskać wynik z czwórką na początku a dynamiczna, bądź jedynie na krótkie trasy kończy się spalaniem od 6 w górę. Czy to mało? Obiektywnie patrząc nie jest to wiele benzyny. Z drugiej strony nie jest to wynik rekordowy. Testowanym przeze mnie hybrydowe Mondeo uzyskiwałem bez kłopotu 5-6 litrów w mieście bez oszczędzania. Możemy także spojrzeć na Insighta przez pryzmat Civika z nowym dieslem 1.6 który w mieście zadowala się taką samą ilością ropy jak Insight benzyny. Oczywiście bierzemy tu pod uwagę jedynie spalanie, nie przyglądając się innym aspektom konkurencji hybryda vs diesel. To omówię w osobnym artykule już niedługo.

Co stanie się jeśli raz w tygodniu najdzie cię ochota na zniweczenie oszczędności paliwa z pozostałych 6 dni?

Prawdę mówiąc liczyłem na odrobinę lepsze prowadzenie. Samochód nie błyszczy zarówno podczas szybszych zmian kierunku jak i podczas długich łuków, mimo, że wydaje się wówczas jechać bardziej pewnie niż na krótkich i ciasnych zakrętach. Jest też dość podatny na jakość nawierzchni. Co prawda jest dobrze wyważony, dzięki bateriom znajdującym się z tyłu – nie bywa więc ponadprzeciętnie podsterowny, jednak jego możliwości kończą się dość szybko i żwawe pokonywanie zakrętów nie sprawia tu szczególnie wiele przyjemności. Komfort podróżowania nie jest najwyższy – auto zestrojono raczej twardo ale niestety nie owocuje to lepszym prowadzeniem.
Trzeba za to przyznać, że jest dość zwrotny a to ogromna zaleta w mieście.
Układ kierowniczy stawia przyjemny i niezbyt duży opór – w sam raz do takiego rodzaju samochodu, więc akurat ten aspekt wyróżnia się na plus, szczególnie w porównaniu do prowadzenia samego w sobie.

 

 

W dynamicznej jeździe nie pomaga również przekładnia CVT, mimo, że do swojego głównego przeznaczenia nie jest ona zła a wręcz przeciwnie (oszczędza paliwo). Ma tryb manualny z 7-mioma wirtualnymi przełożeniami. Zmiana odbywa się za pomocą łopatek i jak dla mnie zaskakująco, biorąc pod uwagę charakter samochodu, szybko. Kickdown – to samo. Wydaje mi się, że nie zajmuje nawet 1 sekundy.
Jeśli liczycie natomiast na responsywność pedału gazu rodem z dwusprzęgłówek, możecie o niej zapomnieć – typowy dla bezstopniowych skrzyń efekt „gumki recepturki“ jest obecny również w Hondzie.

Wyjechałem w końcu z zakrętów na prostą drogę a więc mogę ocenić jeszcze kilka aspektów Insighta.

Pierwszy z nich to wyciszenie. Nie ma go tu za wiele i zdarza się, że głośniejsze dźwięki dochodzą zarówno z zawieszenia jak i z nadkoli. Hybrydowa Honda to zdecydowanie auto bardziej nadające się na miasto niż w trasę bo dopóki jeździmy z miejskimi prędkościami dzięki CVT i małemu silnikowi w środku jest cicho. No chyba, że na kostce brukowej.

Kolejna sprawa to wnętrze. Jednym może się podobać, drugim mniej, natomiast chyba każdy musi się zgodzić, że materiały użyte do jego wykończenia są dość mizerne. Nie tyle ich jakość może budzić zastrzeżenia co twardość – różnorodne faktury i wzory nie ukryją tego, że całość jest w dotyku niczym kamień. Nie ma tu pianki nawet pod łokciami. Jedyny wyjątek stanowi mały, środkowy podłokietnik który pod naciskiem ugnie się może milimetr. I tyle. Reszta to twardy plastik, obleczony gdzieniegdzie na drzwiach specyficznym, jasnym materiałem. Oszczędności są tu wyjątkowo widoczne i dają wrażenie siedzenia w aucie klasy B a nie kompaktowym.
Będąc przy wnętrzu warto wspomnieć również o systemie audio, który co prawda może nieco odstawać od tego co montuje się standardowo w nowych kompaktach, ale absolutnie nie jest zły. Gra dość czysto, brakuje odrobiny głębszego basu lecz wyważenie brzmienia jest w porządku. Ma też wejścia AUX i USB więc uważam, że pod tym względem jest ok.

Przyszedł czas na parkowanie. Tu mogą wystąpić trudności, bo gdy popatrzymy się do tyłu, nie zobaczymy zbyt wiele poza tylną kanapą. Widoczność jest minimalna i konieczne jest korzystanie z (swoją drogą dużych i wygodnych) lusterek. Dzięki zwrotności auta i krótkiemu przodowi nie będzie tak trudno jak mogłoby się wydawać, ale inwestycja w czujniki parkowania (nie każdy Insight je ma!) wydaje się być obowiązkowa.

Jak zwykle na koniec – ocena ilości miejsca w środku – z przodu jest całkiem w porządku. Tył to zupełnie inna historia. Przy moim wzroście 190 cm, w grę wchodzą tylko krótkie podróże. Bagażnik wyraźnie ograniczają baterie znajdujące się pod podłogą, ale zakupy załadujemy bez problemu. Wysoki próg wymaga tylko nieco przyzwyczajenia.

 

 

Czy Hondę Insight można nazwać ciekawym samochodem? Zależy od tego co jest dla Ciebie ciekawe ale pod wieloma względami na pewno to samochód który się wyróżnia. Jeśli nie robią na tobie wrażenia jego stylistyka, niskie spalanie w mieście i sam fakt, że to samochód hybrydowy, mogę dodać, że Honda oferowała w momencie zakupu standardowo 7-mio letnią gwarancję (lub 160.000 km) na układ hybrydowy – to dość mocny argument przemawiający za ekonomicznym uzasadnieniem zakupu takiego samochodu – szczególnie, że wad w nim również nie brakuje.

Nie można odmówić mu nastomiast nietuzinkowości i bycia w pewnym sensie modnym – z daleka widać bowiem, że to samochód hybrydowy. Priusa prześciga w dwóch kwestiach – (subiektywnie) stylistyce i (obiektywnie) cenie. Używane egzemplarze można kupić już za około 25-27 tysięcy złotych.

Jednak ja nie patrzyłbym na Insighta jedynie przez pryzmat Toyoty – to o wiele tańszy samochód, któremu daleko do bycia legendą wśród hybryd, ale jego zakup i tak uważam za uzasadniony, zwłaszcza w porównaniu do diesla i zwłaszcza jeśli w jego niewielkim bagażniku będziesz woził głównie małe zakupy. Aha, no i nie będziesz się spieszył, bo Insight nie lubi gdy się go pogania.

Cena używanego: 20-35 tysięcy złotych
Moc: 88 KM
Napęd: Na przednią oś

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *