Ford Mustang jako auto na co dzień

mustang_cover

Niech nie zwiedzie was znalezione w internecie zdjęcie. Relacja z codziennego użytkowania Mustanga jest jak najbardziej prawdziwa, a ja jestem tu jedynie w formie redaktora. O tym, jak w roli daily drivera sprawuje się legendarny model Forda, opowie użytkownik wykopu @Jason_L_McCabe

 

Ford Mustang to samochód, o którym słyszał praktycznie każdy. Teraz kiedy nowa generacje po raz pierwszy w 50 letniej historii tego auta oficjalnie zawitała do Europy słyszymy o nim znacznie więcej i znacznie częściej. Kolejne rekordy sprzedaży świadczą o tym, że Mustang przestanie być nietypowym egotycznym rodzynkiem na europejskich drogach. Prawdopodobnie w związku z tym pojawiło się pytanie – jak takie auto sprawdza się w codziennej eksploatacji. Cóż bazując na swoim doświadczeniu: 6000 kilometrów w codziennych warszawskich korkach i kilka weekendowych wypadów, postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Zacznijmy od rzeczy podstawowej: cena. Za ok 200 000 pln (wszystko zależy od dokładnej konfiguracji wybranego samochodu, zaś na zdolności negocjacyjne starałbym się nie liczyć, kolejka po auta jest długa i zawsze znajdzie się chętny do zakupu za pełną cenę bez rabatu) dostajemy doskonale wyposażone coupe z silnikiem v8 o mocy 421 koni mechanicznych. Na rynku nie ma porównywalnej oferty. Bardzo interesujące, lecz mniejsze i słabsze japońskie fun-cary takie jak Mazda MX5 czy Toyota GT86 są o połowę tańsze. Niemiecka mocna i luksusowa konkurencja np. BMW M4 czy Mercedes C AMG są blisko dwukrotnie droższe. Mustang na naszym rynku stworzył i całkowicie zagospodarował nową niszę rynkową. Mistrzowski ruch ze strony sprzedawców Forda. Do stosunkowo niskiej ceny zakupu musimy dorzucić też bardzo atrakcyjne ceny serwisu (roboczogodzina w ASO Forda jest bliższa portfelowi właściciela Fiesty czy Focusa niż Mustanga) i koszt paliwa? Cóż… o paliwie warto nie myśleć zbyt często. Ogromne korki na warszawskim zagłębiu biurowców kosztują mnie obecnie 18l/100km. W trasie realne spalanie mieści się pomiędzy 12 a 16 litrów i zależy głównie od naszego temperamentu.


Zobacz również: Mitsubishi Outlander – Test i zdjęcia


Ponoszenie takich kosztów pozwala nam niezwykle wygodnie podróżować w dwie dorosłe osoby i to ze sporym nadbagażem (bagażnik jest długi i szeroki, jego funkcjonalność ogranicza tylko niewielka głębokość i mały otwór załadunkowy). Tylna kanapa ma wymiar mocno symboliczny (chociaż małe dzieci mogą tam wygodnie podróżować, kanapa jest wyposażona w isofix więc nie ma problemu z mocowaniem fotelików) i nikogo dorosłego raczej na dłuższą przejażdżkę nie zabierzemy. Auto mimo amerykańskich korzeni sprawdzi się na europejskich ulicach i parkingach – gdyż zamiast olbrzymiego zjadacza pączków dostaliśmy muskularnego sportowca. Auto jest duże, ale bez przesady. Dodatkowo niezły układ kierowniczy, powiększone w porównaniu do wersji US lusterka, standardowa kamera cofania i spory prześwit (auto może wjechać na wyższe progi i krawężniki niż BMW M4) sprawiają, że nie musimy niczego się obawiać manewrując pomiędzy innymi autami i krawężnikami. Kiedy już ruszymy auto prowadzi się pewnie, układ kierowniczy jest precyzyjny (złego wrażenia nie psuje nawet elektryczne wspomaganie), reakcje na gaz cudowne, hamulce niezwykle skuteczne.

Zawieszenie ma sportową charakterystykę, ale nasz kręgosłup nie jest zagrożony. Pozycja za kierownicą bliższa jest do tego do czego przyzwyczajają usportowione sedany lub auta GT niż sportowe bolidy. Podróż umila nam doskonałe wyposażenie: chłodzone/podgrzewane fotele, fabryczna nawigacja (informująca o korkach i innych zdarzeniach drogowych), całkiem przyzwoity system audio, który bez problemu „integruje się” z naszym telefonem. Przeczytałem niedawno, że nowy Mustang przypomina podczas spokojnej jazdy Audi A5 – i chociaż wiem jaka jest reakcja hardcorowych fanów – zgadzam się z tym i nawet mi się to podoba. Jeżdżenie do pracy, na zakupy, podrzucanie żony i córki do koleżanek, wszystkie te codzienne czynności możemy wykonać naszym Mustangiem, jednocześnie nie męczymy się, nie toczymy walki, nie buczy nam w głowie, a pot nie leje się z czoła wartkim strumieniem. Mamy do naszej dyspozycji pełnowymiarowe i pełnoprawne auto GT.

Musimy jednak pamiętać o jednej rzeczy, samochód nie został całkowicie wykastrowany. Zanim sprowadzono go do Europy został po prostu poddany terapii, która miała z niego uczynić grzecznego chłopca z dobrego domu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że terapia była skuteczna. Prawda jest jednak nieco inna – prawdziwa trudna osobowość Mustanga została jedynie stłamszona, a nie pokonana. Nasz samochód cierpi na rozdwojenie jaźni. Za każdym razem kiedy jedziemy do sklepu, szkoły, pracy na tylnej kanapie siedzi Jason z Piątku Trzynastego, lubieżnie oblizuje swoją maczetę i nuci „Born to be wild…”. Czeka aż popełnimy błąd lub pozwolimy mu działać całkiem świadomie. Do jego uwolnienia wystarczy mocniej przycisnąć gaz (dodatkowo warto przełączyć tryb jazdy z „normal” na sport+ lub track… ciekawostka jest taka, że track sygnalizuje wyłączenie esp co nie do końca jest prawdą, w bardzo krytycznym momencie nawet przy ustawieniu track system spróbuje nas uratować.


Zobacz również mój Kanał YouTube!


Maniaków sportowej jazdy bez trzymanki uspokajam, że jest oddzielny przycisk, który pozwoli nam całkowicie wyłączyć systemy, co sprawdziłem doświadczalnie na płycie lotniska). Silnik dostawszy większej dawki paliwa obudzi się i powita nas radosnym bulgotem. W kabinie zrobi się głośno, a na tylniej osi nerwowo (seryjne opony Pirelli nie radzą sobie z mocniejszym gazem, zwłaszcza na mokrym. Zaś esp, nawet w trybie normaln, w pierwszej kolejności stawia na działania kierowcy reaguje w momencie kiedy dla niektórych może być za późno). Tak budzi się prawdziwy Mustang, pięciolitrowe duże amerykańskie coupe zbudowane z całkowitą pogardą dla ekologii, praw fizyki i nowoczesnych technologii. Auto surowe, szczere, proste, które kierowca musi ujarzmić, z którym musi stoczyć prawdziwą walkę o dominacje. Albo samochód opanujecie, albo skończycie w rowie, o czym już kilku świeżych posiadaczy Mustangów w Polsce boleśnie się przekonało.

Prawdziwym smaczkiem dla miłośników ekstremalnych rozrywek za kółkiem są „aplikacje na tor”: akcelerometr, stopery (pozwalające mierzyć przyspieszenie oraz drogę hamowania), launch control oraz line lock, czyli „apka” do palenia gumy (jest to de facto ręczny elektryczny hamulec blokujący przednią oś). Nie bójcie się więc europejskiego wykastrowanego Mustanga bo nawet w 6 generacji legenda przesadnie mocnego, głośnego i niekontrolowanego V8 jest żywa.

 


Na koniec – wady. Niestety auto ma ich sporo, na szczęście są to drobnostki. Najpoważniejszy problem to kiepska widoczność: jestem wysokim kierowcą i muszę zatrzymywać się daleko od sygnalizacji bo podjeżdżając pod linię nie widzę świateł. Jeszcze gorzej jest gdy próbuje wypatrywać samochodów patrząc po skosie przez tylnie boczne okienko. Słupek b i c mocno ograniczają pole widzenia. Osobiście uważam, że kierownica mogłaby być nieco grubsza, a jej obszycie mogłoby być lepszej jakości. Uchwyty na kubki są tak umiejscowione, że duża kawa lub napój utrudnia zmianę biegów. Jakość systemu audio odbiega od tego co oferują marki premium, nie sądzę żeby audiofile byli zainteresowaniu Mustangiem, ale…

Czy Mustang to dobry wybór na samochód do codziennej jazdy? Tak, zdecydowanie tak. Jednak po dwoma warunkami: lubimy motoryzację, jazdę i cieszymy się od czasu do czasu przyciskając gaz i przemykając po krętej drodze; posiadamy (lub planujemy nabyć) umiejętności pozwalające opanować nam to auto. Już nieraz zdarzyło mi się, że zamiast porannej kawy na wysokie obroty wprowadził mnie uślizg tylnej osi, na najnormalniejszym warszawskim rondzie lub skrzyżowaniu.

zdjęcie pochodzi z: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/8b/Ford_Mustang_in_Schaffhausen.JPG

6 komentarzy do “Ford Mustang jako auto na co dzień

  1. Autor zapomnial dodac, ze silnik ma wielopunktowy wtrysk paliwa, co czyni go bardzo podatnym na instalacje LPG, a wtedy przy spalaniu 24l LPG 100 km pokonujemy za mniej niz 40 zl 🙂

    Wersja GT350, ktora jest znacznie ciekawsza (535KM), rowniez sie do tego nadaje. Koszt sprowadzenia tego drugiego (prawie roczny, po stluczce, wraz z naprawa) to mniej niz 150 000 zl. Konkurencji brak!

    • Hahaha, nawet w artykule o Mustangu musiał znaleźć się Janusz co widziałby go w gazie. A najlepiej to wyklepać jakiś powypadkowy. Ot, właśnie Polska.

      • Właśnie pokazałeś na jakim poziomie jest Twoja i teligencja finansowa, nie mówiąc już o wiedzy mechanicznej.

        Jeżdżę Mustangiem GT500 od 3 lat, po zmianie intercoolera i mapy silnika moc przekroczyla 700 KM. Silnik na LPG pracuje równiej i ciszej. Zero problemów, a za zaoszczędzone pieniądze kupiłem Żonie Porsche Cayenee, oczywiścoe w GAZIE! 🙂

  2. Mustang wygląda pięknie, i na tym koniec. Skuszony wyglądem udałem się do dealera (chwilowo jestem w USA), i zrezygnowałem z samochodu po jeździe próbnej. Oto powody:

    Autor wspomniał o małej widoczności. Wrażenie ze środka jest jak z jazdy czołgiem przez – szybkę widzisz przód wielkiej maski, do tył 0 widoczności. Parkowanie i jakiekolwiek manewry to była tragedia. Potem przesiedliśmy się do wersji z otwieranym dachem – tam jeździło się znacznie lepiej, ale jest to droga i psująca się zabawa.

    Silnik eco boost ? Pod maską jest miejsce na ogromny silnik, więc po włożeniu tego maleństwa zostają 2 miejsca siedzące pod maską, co wygląda śmiesznie. I jest słaby, auto nie ma „kopa”.

    Siedzenie z tył ? Mam 176cm wzrostu i biłem o sufit, trzeba się pochylać do przodu i jest super niewygodnie.

    Podstawowa wersja nie ma wspomnianych przełączników do zmiany trybu jazdy. Ogólnie podstawowa jest tak obcięta, że sie człowiek czuje jak w Wartburgu, że niby „sportowo”. W salonie mieli też wersje „50 anniversary edition” (50 a może 40 ? nie pamiętam która to rocznica była w zeszłym roku) I ona wśrodku była znacznie lepsza, ale kosztowała koło 2x więcej niż podstawowa.

    Dźwięk silnika jest z głośnika (wygooglujcie jak wymontowanie któregoś z bezpieczników zmienia dźwięk silnika).

    No i ostatnie najważniejsze: bezpieczeństwo. Kolega inżynier, miłośnik samochodów gdy tylko usłyszał że chcę mustanga zaczął odradzanie. Zaczął oczywiście od tego, że „ford nie potrafi robić samochodów”. A potem poszło juz konkretnie po Mustangu. Auto jest stworzone do „drag racing”, a nie na kręte drogi. Starsze wersje, aż do tej z 2015 roku miały jakieś antyczne zawieszenie które źle zachowywało się na zakrętach, ale to już nie jest problemem w nowej wersji.

    A i jeszcze jedno: w USA Mustang jest dużo, dużo tańszy, zaczyna się od $25. Przeliczyłem że opłaca się go tam kupić, przywieść zapłacić przeróbkę, wszystkie podatki i cła i ciągle wyjde trochę na plus. A tam zarabiają więcej…

    • Niepełnosprytny Janusz poszedł oglądać coupe ,nie ma z tyłu miejsca nad głową ,bardzo dziwne ,słaba widoczność ,jak tak można.Prawie 320 KM nie ma kopa ,kup se tdi będziesz zadowolony. Kolega inżynier jest tak oblatany w temacie ,że nie mogę po prostu.Nowy Mustang jest całkowicie przeprojektowany względem poprzednika ,a ford nie potrafi robić samochodów XD fiesta st ,focus rs ,a dużo wcześniej cosworth’y też dupy nie urywały…

  3. Czemu przednie światła zgapili z audi, poprzednie byly nietuzinkowe, już sami nie wiedzą co wymyślić z tymi lampami, niedługo wszystkie auta będą takie same

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *